Kurierzawiercianski.pl

CZY JEDYNĄ MOŻLIWOŚCIĄ NA URATOWANIE SZKOŁY MUZYCZNEJ BĘDZIE JEJ WYBUDOWANIE „OD ZERA”?

Tomasz Urbański | 2018-06-15 12:20

(Zawiercie) Wyjątkową aktywnością wykazali się miejscy radni podczas ostatniej sesji, która odbyła się w środę 30 maja. Swoje interpelacje przedstawiło kilkunastu radnych, a liczne kwestie, które poruszyli dotyczyły między innymi wystawianych na sprzedaż samochodów przy ulicy Paderewskiego, toksycznych odpadów, poprawy bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych, czy też zaśmiecania miasta. Dużo czasu poświęcono prowadzonym działaniom na rzecz otwarcia w Zawierciu szkoły muzycznej. Jak się okazuje sprawa coraz bardziej się komplikuje. Póki co żaden budynek w mieście nie może zostać przeznaczony na placówkę kształcącą uzdolnioną muzycznie młodzież. Wszystkie budynki, które były brane pod uwagę musiałyby zostać odpowiednio zaadaptowane do tego celu. Szkoła muzyczna musi bowiem spełniać określone kryteria, a przygotowanie jakiegokolwiek istniejącego budynku pochłonęłoby duże środki. Drugim problemem jest też sąsiedztwo ze szkołą - trudno znaleźć chętnych, którzy nie mieliby nic przeciwko kilkugodzinnemu graniu lub śpiewaniu za oknem. Wydaje się więc, że jedyną możliwością jest zbudowanie nowego budynku, w którym umiejscowiona zostałaby szkoła muzyczna. Obecnie miasto cały czas szuka rozwiązania tego palącego problemu, choć jak podkreślił podczas sesji prezydent Witold Grim, czas ucieka.
 

Trzynastu radnych zabrało głos w punkcie interpelacji i zapytań podczas majowej sesji. I choć wszystkie z różnorodnych tematów, które poruszono są bez wątpienia istotne, to nie jesteśmy w stanie opisać ich na naszych łamach w jednym artykule. Gdybyśmy podjęli taką próbę, to niewykluczone, że ten artykuł byłby jedynym w niniejszym numerze. Dlatego musieliśmy dokonać selekcji miejskich tematów, ale pragniemy jednocześnie zapewnić, że do części interpelacji radnych z pewnością powrócimy w osobnych publikacjach.
 

PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH BĘDĄ LEPIEJ WIDOCZNE
 

Jednym z wielu tematów, który poruszyli radni podczas majowej sesji było bezpieczeństwo na przejściach dla pieszych. Mówił o tym Paweł Domagała, wskazując jako przykład przejście na ulicy Sikorskiego, na którym to dzień wcześniej (29 maja) doszło do potrącenia pieszej. - Co można zrobić z tym przejściem dla pieszych, aby było bezpieczne? Tam bardzo często dochodzi do wypadków. Przypomnę, że w tamtym roku doszło do śmiertelnego potrącenia pieszego - mówił w środę 30 maja Paweł Domagała.

 

W odpowiedzi na tę interpelację, Witold Grim wyjaśniał, że dotychczas usunięto część drzew rosnących przy ulicy Sikorskiego. Miasto planuje również „odświeżenie” przejść dla pieszych, by były one bardziej widoczne. - Dla poprawy bezpieczeństwa wycięliśmy drzewa, bo były też sugestie, że te drzewa tuż przy przejściu troszeczkę przysłaniają przechodniów. Teraz będą przy rondzie odnawiane wszystkie pasy, na przejściach będą biało-czerwone pasy w tych newralgicznych miejscach. Tam, gdzie dochodzi do zdarzeń będą przejścia w kolorze biało-czerwonym, jak również na Sikorskiego chcemy po raz pierwszy wybudować takie pulsujące ostrzegawcze światła. Chcemy to niezwłocznie poprawić, żeby było bezpieczniej w naszym mieście w tym zakresie - obiecywał prezydent Grim.
 

ZAWIERCIE MOŻE BRAĆ PRZYKŁAD Z MYSZKOWA JAK NIE WALCZYĆ Z HANDLARZAMI AUT
 

Radny Damian Świderski mówił m.in. o organizacji ruchu na ulicy Pomorskiej. Jak tłumaczył, pojawiły się tam znaki informujące o drodze jednokierunkowej, które po kilku dniach zostały zastawione. - Znaki stoją oczywiście, tylko że jest jeden skreślony, drugi zastawiony. Chciałbym wiedzieć co będzie dalej z tymi znakami – czy będzie droga jednokierunkowa na tym odcinku, czy nie? - pytał Damian Świderski. Zwrócił on również uwagę na samochody z kartkami „sprzedam”, które przez dłuższy czas są zaparkowane na ulicy Paderewskiego: - Jakiś handlarz po prostu wystawia sobie samochody na całym tym odcinku. Jak sobie Myszków z tym poradził – wiemy. Chciałbym wiedzieć jak my sobie z tym poradzimy. Czy to tak ma zostać, czy jednak sobie w jakiś sposób poradzimy?

 

Na pytanie radnego dotyczące organizacji ruchu na ul. Pomorskiej odpowiedział naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej UM Zawiercie Wyjaśniał, że organizację ruchu wprowadza Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych, a znaki zostały chwilowo zasłonięte ze względu na to, że PUK nie był w stanie dokonać wszystkich prac związanych ze zmianą w ciągu jednego dnia roboczego. Znaki postawione nie obowiązywały od razu, dlatego zostały skreślone. Osoby, które najpierw widziały je umieszczone przy ulicy, a później zobaczyły je przekreślone mogły być zaskoczone. - W momencie, kiedy wprowadzenie tej organizacji ruchu zostanie ukończone, Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych odpowiednimi pismami, co jest też z resztą regulowane odpowiednim rozporządzeniem, powiadomi właściwe organy - czyli policję, zarządzającego ruchem oraz prezydenta - o ukończeniu tych prac i organizacja ruchu zostanie przez te organy odebrana. Od tego dnia organizacja ruchu zacznie funkcjonować w pełni - wyjaśniał Zbigniew Wątor naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej UM.
 

Jeśli z kolei chodzi o auta wystawione na sprzedaż, które stoją przy ulicy Paderewskiego, to jak powiedział podczas sesji prezydent Witold Grim nazywając to „nieformalną giełdą samochodową”, w tym miejscu nie ma zakazu parkowania, co oznacza, że samochody mogą tam być pozostawione. Prezydent przywołał przykład Myszkowa, którego władze w ubiegłym roku próbowały u siebie zaradzić temu problemowi, jednak z marnym skutkiem. - Nie wiem, czy państwo wiecie - gmina Myszków starała się te sprawy uporządkować. Znaleźli się w sądzie. Finał był taki, że musieli odstąpić od naliczania opłat za parkowanie. W związku z tym ten temat w sensie prawnym jest bardzo trudny, bo nie ma takiego przepisu, jeżeli ktoś sobie zaparkuje samochód w miejscu dozwolonym, żeby nie mógł sobie przykleić jakiegoś ogłoszenia - mówił prezydent Witold Grim.

 

Czytelnikom, którzy nie słyszeli o myszkowskiej opłacie targowej za kartkę „sprzedam” umieszczoną za szybą samochodu wyjaśnimy krótko sytuację. Jesienią ubiegłego roku władze Myszkowa postanowiły uporać się z osobami, które z ulic i parkingów czynią giełdę samochodową, zostawiając na dłuższy czas samochody z kartkami informującymi o sprzedaży pojazdu. W Myszkowie oparto się na uchwale z 2016 roku o dziennych stawkach opłaty targowej. Metr kwadratowy powierzchni handlowej w centrum Myszkowa kosztował 300 złotych. Interpretując uchwałę, stwierdzono, że osoby umieszczające za szybami swoich samochodów kartki „sprzedam” również powinny płacić. Jako że zaparkowany samochód zajmuje z reguły więcej niż metr kwadratowy, właściciele samochodów mogli płacić ponad 700 złotych dziennie. Warto nadmienić, że samochodów z kartkami „sprzedam” za szybą jest wiele i część z nich – prawdopodobnie większość – to pojazdy, którymi właściciele poruszają się na co dzień. Nie zajmują określonego miejsca przez kilka dni, tydzień, czy miesiąc. Niewykluczone więc było to, że nawet jadąc do marketu na zakupy lub wracając z pracy i parkując pod swoim blokiem, można było zostać ukaranym wysoką opłatą.
 

Pomysł wcielono w życie, a kilku mieszkańców Myszkowa znalazło za wycieraczkami swoich pojazdów informację, która miała być ostrzeżeniem przed nałożeniem mandatu. Ostatecznie nikt w Myszkowie nie musiał zapłacić blisko 750 złotych za kartkę „sprzedam” za szybą swojego samochodu. Sprawa, którą jako pierwsza opisywała Gazeta Myszkowska stała się bardzo medialna, a o opłatach targowych za sprzedaż auta w Myszkowie informowały ogólnopolskie stacje telewizyjne, np. TVN.

 

Sprawie przyjrzała się Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, która wniosła o odstąpienie miasta od działań mających na celu nakładanie opłaty za auta z kartką informującą o sprzedaży. Zdaniem prokuratury nie istniała podstawa prawna, uzasadniająca działania miejskich władz. W uchwale, na której opierał się myszkowski magistrat nie widniał bowiem zapis o opłatach za kartki za szybą, więc nie można za nie karać czy też upominać.
 

Powracając do Zawiercia, prezydent Witold Grim zapewnił, że władze miasta pochylą się nad tym problemem. Jednym z pomysłów, jaki pojawił się na majowej sesji miejskich radnych było wprowadzenie na ul. Paderewskiego parkowania dozwolonego na określony czas.
 

ZANIEPOKOJENI RODZICE WCIĄŻ NIE WIEDZĄ CO DALEJ ZE SZKOŁĄ MUZYCZNĄ
 

Barbara Kozioł wśród swoich interpelacji podniosła temat szkoły muzycznej w Zawierciu, która od kilku miesięcy stoi pod znakiem zapytania. Radna podkreślała, że rodzice, których pociechy uczęszczają lub chciałyby uczęszczać do szkoły muzycznej są poważnie zaniepokojeni sytuacją. Nawiązała również do propozycji umiejscowienia nowej szkoły muzycznej w Bzowie, dopytując czy taka koncepcja wciąż jest aktualna.
 

Wiele szczegółów na temat bieżących działań miasta w tej materii przedstawił Leopold Stawarz. - Od stycznia jesteśmy w działalność szkoły muzycznej, która miałaby powstać w Zawierciu bardzo, ale to bardzo zaangażowani. Nie jestem osobą, która tylko tutaj siedzi, mówi i pyta, ale tak naprawdę jeździ, dzwoni, sprawdza. Razem z panem prezydentem, razem z panią wiceprezydent, razem z panią wizytator z Centrum Edukacji Artystycznej odpowiedzialną za edukację muzyczną w województwie śląskim, jeździmy i sprawdzamy wszelkie warunki. Jak już powiedziałem na jednej z komisji warunki co do szkoły muzycznej zmieniły się. Kiedyś można to było zrobić na 4-5 salach. Dzisiaj pani wizytator mówi, że nie interesuje ich 4-5 sal. Docelowo interesuje ich 21 pomieszczeń minimum na powstanie podstawowej szkoły muzycznej, czyli szkoły muzycznej pierwszego stopnia - rozpoczął Leopold Stawarz. Jak tłumaczył, sprawdzane było wiele miejsc w mieście pod kątem tego, czy możliwe byłoby tam utworzenie szkoły muzycznej - pod uwagę brane były m.in. szkoły nr 2, nr 1, nr 4, czy też szkoła w Bzowie.
 

Jednym z głównych problemów jest konieczność adaptacji któregokolwiek z istniejących budynków, bowiem otworzenie szkoły muzycznej wiąże się ze sztywnymi warunkami, jakie dany budynek musi spełniać. I choć ewentualnych miejsc, w których szkoła mogłaby powstać znalazłoby się kilka, to po pierwsze adaptacja takiego budynku oznaczałaby ogromne koszty, a po drugie mimo poparcia mieszkańców dla szkoły muzycznej, niewielu chciałoby z nią sąsiadować.

 

- Sale ćwiczeniowe w takiej szkole to jest minimum 12 metrów kwadratowych. Jest określona wielkość okna, zresztą to są prawa budowlane, więc to nie jest mój pomysł. Oprócz sal do ćwiczeń, muszą być jeszcze sale na zajęcia teoretyczne, na zajęcia rytmiczne i sala kameralno-koncertowa. Oglądaliśmy również dom kultury Hutnik, który wydawał się miejscem bardzo dobrym. Ale okazało się, że tam jest nieuregulowane prawo własności do tego budynku, a oprócz tego tam są mieszkańcy i wszyscy chcemy szkołę muzyczną, ale nikt nie chce na swoim terenie. Bo to jest tak, że wszyscy lubimy muzykę, ale ja państwu gwarantuję, że jak ktoś będzie śpiewał pod państwa oknem przez 12 godzin albo przez 6 godzin, to państwo tego nie wytrzymacie. Albo grał na trąbce, albo na perkusji. To są dźwięki nie do wytrzymania. Były też inne budynki, które braliśmy pod uwagę, ale wszędzie jest kwestia adaptacji - wyjaśniał radnym L. Stawarz. Pomysłem, jaki obecnie się nasuwa jest więc zbudowanie szkoły, „postawienie” nowego budynku.

 

ISTNIEJE JESZCZE JEDNA MOŻLIWOŚĆ, ALE JEST ZA WCZEŚNIE, BY O TYM MÓWIĆ
 

Słowa Leopolda Stawarza w dalszej części majowych obrad całkowicie potwierdził prezydent Grim. - Odwiedziliśmy kilka szkół, kilka budynków. Wszyscy chcą szkoły muzycznej, ale nie u siebie. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnego obiektu, który spełniałby wymagania, żeby ministerstwo nad naszym wnioskiem, nad naszym projektem się pochyliło. W porównaniu do tego, co było 2-3 lata temu te wymagania znacznie wzrosły. Nie chciałbym przesądzać tej sprawy, aczkolwiek jestem coraz bardziej przekonany o tym, że nie spełnimy tych warunków, ale nadal jesteśmy w kontakcie z panią wizytator i może jakieś rozwiązanie znajdziemy - powiedział W. Grim. Dodał on również - nieco tajemniczo - że istnieje jeszcze jedna możliwość, którą władze miasta postarają się rozważyć. Chodzi o propozycję, która już kiedyś padła podczas obrad. Póki co prezydent Grim nie chciał jednak mówić nic więcej, aby nie rzucać słów na wiatr. Czyżby chodziło o ewentualne stypendia dla młodzieży muzycznie uzdolnionej? To oczywiście tylko nasze spekulacje. Pewne jest natomiast to, że przedstawiciele miasta cały czas pracują nad szkołą muzyczną, próbując znaleźć rozwiązanie tego problemu. - Ja mogę tylko jeszcze raz powtórzyć, że wszyscy chcemy szkołę muzyczną. Nad tym tematem jeszcze pracujemy, a więc ostateczne rozwiązanie, na ostateczne decyzje mamy jeszcze trochę czasu, aczkolwiek ten czas się rzeczywiście kurczy - podsumował Witold Grim.

 

ODPADY NIE STANOWIĄ ZAGROŻENIA

 

Radny Jerzy Gębala pytał między innymi o toksyczne odpady zlokalizowane na terenie byłej Przyjaźni oraz o dawny salon KIA na rogu ulic Wojska Polskiego i Obrońców Poczty Gdańskiej. Ponadto zaproponował, by zagospodarować skwer przed szpitalem. Jak argumentował radny, jest to teren, w okolicach którego porusza się bardzo wiele osób, nie tylko z Zawiercia, ale również z terenu województwa. Zdaniem radnego Gębali miejsce to jest jedną z wizytówek miasta, dlatego warto o nie odpowiednio zadbać.
 

Odpowiedzi radnemu udzielił zastępca prezydenta ds. gospodarczych Marek Borowik. Teren, na którym zlokalizowano odpady to teren prywatny, a dochodzenie w tej sprawie prowadziła policja. - Póki co nie ma żadnego zagrożenia i kwestia odpadów jest kwestią pani syndyk, bo jest właściciel tych obiektów i on podejmuje działania związane z usunięciem tych odpadów i z utylizacją odpadów. Jeżeli chodzi o róg Wojska Polskiego i Obrońców Poczty Gdańskiej, to jest to własność prywatna. Była ogłoszona upadłość, próbowaliśmy odkupić tą nieruchomość, kupiła to osoba fizyczna i osoba fizyczna tym włada i póki co nie mamy żadnego wpływu na to, co tam się dzieje, bo to co się dzieje w środku, za płotem nie leży w naszej gestii. Ale zwrócimy się ponownie do obecnego właściciela jakie ma zamiary w stosunku do tejże nieruchomości - zapewniał Marek Borowik. Skwer przed szpitalem nie jest terenem, którym zarządza miasto. Witold Grim w odpowiedzi na interpelacje radnego Gębali nadmienił jednak, że porozmawia w tej sprawie ze starostą Krzysztofem Wroną.
 

CHĘTNI DO OCZYSZCZANIA MIASTA RĘKA W GÓRĘ!

 

Radny Jarosław Chłosta poprosił o uporządkowanie terenu wzdłuż Potoku Łośnickiego. Jako najbardziej zanieczyszczone miejsce, wskazał odcinek od ulicy Zuzanki aż za kościół. Prócz tego J. Chłosta mówił o terenie nieopodal nowego placu zabaw na Zuzance. Chodzi tutaj o teren za starym, zasypanym basenem. - Tam jest multum potłuczonych butelek, szkła. Ci co odejdą trochę od nowego placu zabaw, to przeżywają szok, bo jest to tak naprawdę bardzo zaniedbany teren i stanowi też zagrożenie dla dzieciaków, które ewentualnie tam by się udały. Stąd prośba, żeby to uporządkować i ewentualnie żeby straż miejska od czasu do czasu zwróciła uwagę młodzieży, która tam gdzieś pije piwo, żeby te butelki jednak nie były utylizowane w tym miejscu - proponował radny Jarosław Chłosta.

 

W odpowiedzi prezydent Grim opisał, jak... wysprzątał z mieszkańcami Blanowic Potok Olendry. - Byłem na zebraniu z mieszkańcami Blanowic i też była o tym mowa. Zaprosiłem mieszkańców w jedną sobotę. Przyszliśmy tam i to, co było problemem przez lata - wystarczyły dwie godziny - wysprzątaliśmy cały Potok Olendry na długości 300 metrów. (...) Myślę, że możemy też sami wyjść i otoczenie naszych domostw sami posprzątać. Proszę państwa tragedia jest - jakbyśmy przeszli w kierunku ulicy Sienkiewicza wzdłuż rzeki Warty. Co tam mamy? Opony, fotele, mamy tam wszystko. Oczywiście może to sprzątać PUK, tylko jeśli my będziemy tak seryjnie zanieczyszczać nasze miasto, to musi być jeszcze armia ludzi, jeszcze dwukrotnie więcej musi być sprzątających. Ja bardzo chętnie, jeżeli tylko powiecie kiedy mam przyjść, włożę jakieś gumowce, przyjdę, będę czyścił, będę zbierał te nieczystości, bo uważam, że musimy też troszeczkę sami pokazać takiego obywatelskiego podejścia do naszego otoczenia, do naszych miejsc zamieszkania - przekonywał Witold Grim. Argumenty prezydenta prawdopodobnie przekonały radnego Chłostę, który zapewnił, że on też chętnie się włączy do takiej akcji.
 

Edyta Superson


 


Komentarze