Kurierzawiercianski.pl

KOLEJNE ROZPRAWY W DWÓCH PROCESACH „ROKITNIANKI”

Tomasz Urbański | 2018-05-17 12:20

(Szczekociny, Myszków) W czwartek 26 kwietnia oraz we wtorek 8 maja w Sądzie Rejonowym w Myszkowie odbyły się kolejne rozprawy w toczących się procesach związanych z Okręgową Spółdzielnią Mleczarską „Rokitnianka” ze Szczekocin. Przypomnijmy – pierwsza sprawa, w której na ławie oskarżonych zasiadają obecny prezes spółdzielni Zbigniew K. oraz jej były wiceprezes Waldemar G. dotyczy wykorzystania do produkcji twarogu mleka skażonego antybiotykami, a prowadzi ją sędzia Magdalena Mastaj. Z kolei druga sprawa, w której zarząd OSM „Rokitnianka” jest oskarżycielem posiłkowym, a oskarżonym jest były wiceprezes spółdzielni, dotyczy podpisania przez niego długoterminowej umowy na dostawę węgla, a orzekać w niej będzie sędzia Karina Kostrzewska.

 

Pierwsza rozprawa dotycząca Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej „Rokitnianka” w Szczekocinach odbyła się w myszkowskim sądzie na początku marca br. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko obecnemu prezesowi spółdzielni Zbigniewowi K. oraz byłemu wiceprezesowi ds. techniki i produkcji Waldemarowi G. Mężczyźni oskarżeni są o wyprodukowanie i wprowadzenie do obrotu handlowego w styczniu 2016 roku sera śmietankowego, do którego produkcji użyte zostało mleko skażone antybiotykami. Akt oskarżenia obejmuje dwa dni – 10 oraz 11 stycznia 2016 roku. W sprawie tej orzekać będzie sędzia Magdalena Mastaj. W połowie kwietnia swoje zeznania przed sądem złożył pierwszy świadek – pracownica OSM „Rokitnianka” (szerzej pisaliśmy o tym w numerze 16 w artykule „W Myszkowie ruszył drugi proces związany z Rokitnianką”). Podczas kolejnej rozprawy, 26 kwietnia sędzia M. Mastaj wysłuchała zeznań drugiego świadka – również pracownicy spółdzielni, która od niewiele ponad 2 lat jest członkiem zarządu spółdzielni, a od kilku dekad pracuje w laboratorium spółdzielni (obecnie jako kierownik).

 

Kobieta opisała, co się działo w OSM „Rokitnianka” w pierwszej połowie stycznia 2016 roku. Jak zeznawała, 9 stycznia nie było jej w pracy, z kolei następnego dnia pracowała na porannej zmianie. Zauważyła w dokumentacji laboratorium wpis o antybiotyku w mleku. Jak wynika ze słów kobiety, odnotowane było również to, że skażone mleko zostało skierowane do produkcji twarogu śmietankowego. Jak zeznawała kobieta, taka sytuacja wydarzyła się w spółdzielni po raz pierwszy, a skierowanie mleka do produkcji było dla niej zaskoczeniem. Wyjaśniała, że tak wyprodukowany twaróg nie powinien trafić do sprzedaży, tylko powinien zostać zutylizowany. Aby zablokować sprzedaż, kobieta miała polecić laborantce, by nie wydawała ona atestu dla tego produktu. Z relacji świadka wynika, że była ona przekonana o tym, że cała sprawa zostanie wyjaśniona kolejnego dnia. Tak się jednak nie stało – nazajutrz w spółdzielni zjawili się przedstawiciele inspekcji weterynaryjnej. Z zeznań świadka wynika, że obecny prezes K. na początku stycznia został wybrany na zajmowane obecnie stanowisko, ale w czasie, gdy w mleku wykryto antybiotyk rada nadzorcza nie przekazała mu jeszcze jego nowych obowiązków. Wniosek płynący ze słów kobiety jest taki, że w tamtym czasie za pracę spółdzielni odpowiedzialny był ówczesny wiceprezes ds. techniki Waldemar G. Ten z kolei 13 stycznia miał już nie pojawić się w pracy – poszedł na zwolnienie lekarskie. Świadek zeznawała, że Waldemar G. zostawił nowego prezesa samego z zakresem nowych dla niego obowiązków. Rada nadzorcza i pracownicy spółdzielni podobno nie mogli nawiązać porozumienia i dialogu z wiceprezesem i to miało być – zdaniem świadka – powodem jego odwołania ze stanowiska wiceprezesa.

 

Dwaj kolejni świadkowie w tej sprawie złożyli swoje zeznania przed sądem w ubiegły wtorek, 8 maja. Laborantka, która w „Rokitniance” pracuje od ponad 30 lat, przybliżyła wydarzenia z dnia 9 stycznia 2016 roku, kiedy to w próbkach mleka stwierdzono obecność antybiotyku. Po dokonaniu kolejnego badania, które potwierdziło wyniki pierwszego testu, laborantka miała – zgodnie z procedurami – powiadomić o tym fakcie kierownika zmianowego oraz pracownika punktu skupu. Mleko było badane jeszcze raz, innym testem, który świadek określiła jako dłuższy, rozszerzony. Gdy jego wyniki również wskazały obecność antybiotyku w mleku, poinformowała o tym kierownika zmianowego i na tym rola laborantki miała się zakończyć – kobieta przystąpiła wtedy do swoich pozostałych obowiązków. Na pytanie sędzi Magdaleny Mastaj kto decyduje o przyjęciu mleka, świadek odparła, że jej zdaniem jest to rola kierownika zmianowego. W poprzednich zeznaniach z września 2016 roku oraz listopada 2017 roku świadek mówiła między innymi, że nie wie kto zdecydował o przekazaniu mleka z antybiotykiem na zakład oraz że nie wie nic o tym, by taka sytuacja kiedykolwiek wcześniej się wydarzyła (aby skażone mleko po przeprowadzeniu kilku jego testów trafiło do produkcji). W swych wtorkowych zeznaniach kobieta stwierdziła też, że tego dnia prezesem spółdzielni był już Zbigniew K., a za produkcję w tym czasie odpowiadał ówczesny wiceprezes ds. techniki i produkcji Waldemar G. Świadek zeznała również, że kolejnego dnia, czyli 10 stycznia 2016 roku nie było jej w pracy. Zdaniem kobiety, wysyłkę towaru powinien wstrzymać kierownik laboratorium, a jeśli jego nie ma w pracy, to kierownik zmianowy. W niedzielę (czyli w dniu, w którym był już gotowy twaróg ze skażonego mleka) była obecna kierowniczka laboratorium. Jak w ubiegły wtorek mówiła świadek, teoretycznie mogła i powinna wstrzymać wysyłkę. Laboratorium może to uczynić poprzez niewystawienie atestu dla gotowego produktu. Ze słów świadka wynika, że w tym konkretnym przypadku laboratorium nie wystawiło atestu dla gotowego twarogu.

 

Drugim przesłuchanym 8 maja świadkiem jest magazynier, który w niedzielę 10 stycznia 2016 roku wysłał twaróg wyprodukowany z mleka z antybiotykami. Jak mówił mężczyzna, nikt nie informował go o tym, że jakiś produkt znajdujący się na magazynie jest ze skażonego mleka. Gotowe produkty zostały załadowane na samochody. Jedna z laborantek przekazała magazynierowi cały plik atestów, jednak on – w wyniku natłoku pracy – nie sprawdził szczegółowo, czy wszystkie produkty mają atesty, potwierdzające ich jakość. Po wyjeździe kierowców z twarogiem ze skażonego mleka, do magazyniera miał przyjść były wiceprezes Waldemar G. z pisemną informacją, że podejrzewa on, że twaróg jest wyprodukowany ze skażonego mleka. Zalecił on magazynierowi, by ten poinformował o tym kierowców oraz odbiorców towaru. Według magazyniera do godziny 12-13 następnego dnia cały twaróg wrócił do spółdzielni, a potwierdzić to może pełna dokumentacja, którą dysponuje magazynier. Jak mówił nie wie nic o tym, by jakakolwiek część twarogu trafiła do konsumentów. Na pytanie prokuratora kto był jego bezpośrednim przełożonym, magazynier odparł, że podlegał zarządowi i radzie nadzorczej, ale w jego odczuciu spółdzielnią zarządzał były wiceprezes Waldemar G., jak prywatny właściciel. Świadek nie potrafił określić szczegółowo od kiedy faktycznie obecny prezes Zbigniew K. pełnił swoje obowiązki związane z tą funkcją. Prócz tego świadek mówił też, że w zakładzie jest pomieszczenie na produkty niewłaściwej jakości, towary bez atestu. Mimo tego taki produkt mógł trafić do magazynu, choć powinien zostać przekazany do utylizacji – wówczas powinien być on składowany osobno z dołączoną informacją, że nie nadaje się do wysyłki. Taki towar powinien umieścić osobno kierownik zmianowy, ale wystarczyłoby, by przekazał informację o tym magazynierowi, a uczyniłby to magazynier.

 

Wszystko wskazuje na to, że ten proces (w którym o wyprodukowanie twarogu ze skażonego mleka oskarżonymi są prezes Zbigniew K. i były wiceprezes Rokitnianki Waldemar G.) nie potrwa długo. W sprawie ma zostać przesłuchanych 19 czerwca jeszcze kilku świadków. Jeśli w tym terminie wszyscy oni przybędą do myszkowskiego sądu i złożą zeznania, to pozostaną jeszcze mowy końcowe stron, a po nich ogłoszenie wyroku.

 

DRUGA ROZPRAWA W DRUGIM PROCESIE

 

W czwartek 26 kwietnia w myszkowskim sądzie odbyła się również druga rozprawa w drugim procesie, który – krótko mówiąc - dotyczy podpisania umowy na dostawę węgla (oskarżonym jest były wiceprezes Waldemar G., z kolei obecny zarząd „Rokitnianki” jest oskarżycielem posiłkowym. Były wiceprezes, pracując jeszcze w OSM „Rokitnianka” miał samodzielnie podpisać długoterminową umowę na dostawy węgla, w której pojawiły się zapisy o wysokich karach umownych dla spółdzielni mleczarskiej, gdyby zdecydowała się ona na zerwanie umowy). Pod koniec kwietnia sędzia Karina Kostrzewska wysłuchała obecnego prezesa spółdzielni oraz jednego z członków zarządu (kobiety, która na wcześniejszej rozprawie wystąpiła w charakterze świadka). Prezes spółdzielni wyjaśniał, że nie wiedział nic o pisemnej umowie na dostawę węgla z dostawcą z Kielc, którą podpisać miał były wiceprezes. Zbigniew K. miał się dowiedzieć o zawarciu tej umowy dopiero gdy do spółdzielni dotarła nota obciążająca za niewywiązanie się OSM „Rokitnianka” z tejże umowy. Prezes Zbigniew K. opisywał też, jak po odwołaniu ze stanowiska wiceprezesa w połowie lutego 2016 roku dokonano spisu w pomieszczeniach, zajmowanych dotychczas przez Waldemara G. Zdaniem prezesa nie znaleziono nigdzie umowy zawartej z dostawcą węgla z Kielc. Jak tłumaczył, spółdzielnia nie nawiązuje pisemnych umów długoterminowych na dostawę węgla z powodu zmieniających się cen na rynku. Zdaniem Zbigniewa K. nieustannie spółdzielnia stosuje tę samą praktykę – dokonuje poszczególnych zleceń na dostawę węgla, opłaca je, ale nie ma tutaj mowy o umowach długoterminowych z którymkolwiek z dostawców.

 

Jak opisywał prezes, jego zdaniem Waldemar G. zaczął podejmować działania, mające zaszkodzić spółdzielni. Miał zacząć to robić po tym, jak w styczniu 2016 roku Zbigniew K. został nowym prezesem. Wspomniał również, że w tym czasie kontakt przedstawicieli spółdzielni z Waldemarem G. znacząco się pogorszyły i zaczął narastać konflikt. Po odwołaniu Waldemara G. na członka zarządu powołano pracownicę laboratorium z wieloletnim doświadczeniem – uczyniono to po to, by spółdzielnia mogła dalej funkcjonować bez przeszkód formalnych. Mówił również o tym, że odejście byłego wiceprezesa na zwolnienie lekarskie było opuszczeniem zarówno nowego prezesa, jak i spółdzielni.

 

W podobnym tonie wypowiadała się druga przedstawicielka zarządu spółdzielni. Podczas kwietniowej rozprawy mówiła ona, że dziwne było również to, że umowę z dostawcą węgla podpisać miał tylko były wiceprezes. Jak wyjaśniała, członków zarządu było troje, a na umowach wymagany jest podpis co najmniej dwojga przedstawicieli zarządu. Potwierdziła słowa prezesa o przeprowadzonej inwentaryzacji i o tym, że nie znaleziono w spółdzielni umowy, której dotyczy sprawa. Oboje członkowie zarządu zgodnie twierdzą, że spółdzielnia skierowała sprawę do sądu, mając na uwadze dobro „Rokitnianki”, a pozew od dostawcy węgla z Kielc, który żądał od spółdzielni odszkodowania było próbą wyłudzenia. Ze słów przedstawicieli zarządu wynika, że związany z tym był odwołany przed dwoma laty wiceprezes Waldemar G.

 

Edyta Superson

 


Komentarze