Kurierzawiercianski.pl

REKLAMA

MOJĄ DEWIZĄ ZAWSZE BYŁ DIALOG

Tomasz | 2019-09-24 16:01

(Myszków) Po raz pierwszy do Sejmu kandyduje Rafał Kępski, od 2010 roku związany z samorządem.


 

GM: Do „lokalności” odwołuje się wielu kandydatów, z różnych list, a pan podkreśla, że jest z Myszkowa.


 

R.K:-Kandyduję z Myszkowa, co dla mieszkańców Myszkowa może być małym plusem, jeżeli będą na listach różnych partii i koalicji szukali „swojego”.


 

GM:-Do takich samych haseł lokalności odwoływał się przed laty Zygmunt Ratman związany z Lewicą, później skutecznie zdobywający mandat Senatora RP Jarosław Lasecki, który dziś kandyduje do Sejmu. Ten sposób autoprezentacji jak widać czasem się sprawdzał, gdy podkreślano, że jest się „stąd”.


 

R.K:-Jako myszkowianin czuję z tym miastem i całym powiatem myszkowskim dużą więź, od 2010 roku jestem radnym Rady Powiatu wybieranym z Myszkowa. Patrząc na dorobek kolegów, którzy wcześniej kandydowali do Sejmu, Senatu, nie uważam, że to wyłącznie zasługa odwoływania się do lokalności dawała sukces wyborczy. Mocno czuję się związany z Myszkowem i naszym powiatem, to na pewno atut w wyborach.


 

GM:-Przeczytałem pańską ulotkę, i wynika z niej, że kandyduje pan bo jest źle w bieżącej polityce: w służbie zdrowia która się zadłuża, w oświacie nękanej reformami, skutkującymi chaosem i przepełnieniem szkół, wskazuje pan na zagrożenia dla samorządów, które obecna władza chce pozbawić pieniędzy i kompetencji. Mam rozumieć, że kandyduje pan do Sejmu, bo jest za co krytykować politykę obecnego rządu? Rządu PiS.


 

R.K:-Dzisiaj polityka, zawód posła, przeciętnym mieszkańcom źle się kojarzy. Z osobą arogancką, z awanturnikiem, szukającą taniej sensacji w mediach. Zdaję sobie sprawę, że nie zmienię -gdybym został wybrany- obrazu całej polityki, ale będę pracował tak, żeby mieszkańcy Ziemi Myszkowskiej mogli kojarzyć wizerunek posła tej ziemi z osobą pozytywną i pracowitą.


 

GM: -Kadencja Sejmu 2015-19 kiedy Lewicy nie było w parlamencie, była jedyną kadencją Sejmu bez ugrupowań lewicowych w Sejmie po 1989 roku. Nie była to normalna sytuacja i był to jednocześnie główny powód dojścia PiS do władzy. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie miałaby szansy rządzić, gdybyście w 2015 przekroczyli próg, wtedy kandydując jako koalicja z progiem 8%. Bez porażki lewicy w 2015 PiS by nie rządził. Dzisiaj chyba nie tylko na Lewicy są duże oczekiwania, że wrócicie do parlamentu, liczy na to cała opozycja demokratyczna. Na co liczycie? Sondaże są dla was przychylne, i wskazują na poparcie bloku Lewicy (SLD, Razem, Wiosna) przekraczające 10%.


 

R.K:-4 lata temu Lewica popełniła wielki błąd idąc osobno w wyborach. Osobno startowała Lewica i osobno Partia Razem. Szefostwo wszystkich partii zrozumiało ten błąd i dzisiaj startujemy wspólnie pod szyldem Lewica. Widać po kończącej się kadencji, że przez 4 lata lewicy w parlamencie brakowało, i mam nadzieję, że to co dzisiaj widzimy w sondażach, przełoży się na poparcie w wyborach i uzyskamy przynajmniej kilkadziesiąt mandatów poselskich.


 

GM: -Czym różni się Lewica od prawicy, zwłaszcza takiej jak największa partia prawicy, czyli PiS?


 

R.K:-Choćby podejściem światopoglądowym czy podejściem do sposobu rządzenia krajem. Równe traktowanie wszystkich obywateli jest dla nas jest bardzo ważnym wyznacznikiem polityki.


 

GM: Lewicowiec to patriota?


 

R.K:-Oczywiście. Ja czuję się patriotą.


 

GM:-No to zgadzacie się z PiS-em!


 

R.K:-Dlaczego? Każdy obywatel może czuć się patriotą, tylko inaczej można to okazywać…


 

GM: Czy Lewicowiec to demokrata?


 

R.K:-Oczywiście, że tak.


 

GM:-To znowu zgadzacie się z PiS-em, który twierdzi, że jest ostoją demokracji.


 

R.K:-Być może zgadzamy się z 90% Polaków, którzy uważają się za patriotów i demokratów. Nie jest tak, że tylko ktoś związany z prawicą może uważać się za patriotę i demokratę. Ja mam poglądy lewicowe, ale bardzo mocno związany z przywiązaniem do demokracji, patriotyzmu.


 

GM: -Po ostatniej konwencji przedwyborczej PiS widać, że największa partia jednak postawiła na kwestie światopoglądowe, kreśląc lub pogłębiając linie podziału w społeczeństwie. Jarosław Kaczyński wyraźnie wskazał, że albo jesteś za Kościołem, albo jesteś nihilistą, w domyśle kimś gorszym, a już na pewno nie dobrym Polakiem. Jak pańskim zdaniem powinny wyglądać relacje państwo -kościół?


 

R.K:-To co robi PiS to jest właśnie dzielenie Polaków. Na „MY” i „ONI”. Tego nigdy nie robię, moją dewizą zawsze był i zostanie dialog. Lubię rozmawiać, także a może przede wszystkim z ludźmi o innych poglądach, szukam kompromisu. A w dzisiejszej polityce jest całkiem odwrotnie. Liczy się MOJA i tylko moja prawda, wyśmiewanie się z adwersarzy. Skutkiem takiego uprawiania polityki jest to, że społeczeństwo mocno się dzieli. A tak bardzo podzielonego społeczeństwa jak teraz nigdy nie było. Właśnie przez taką politykę.


 

Co do relacji państwo-kościół uważam że nasz kraj powinien być świecki, tak mamy przecież zapisane w Konstytucji. Jak to wygląda naprawdę, wszyscy widzimy. Wyznanie, wiara, jest bardzo indywidualną sprawą każdego człowieka i politycy nie powinni w żaden sposób w to ingerować.


 

GM: -PiS wydaje się idzie na pogłębianie podziałów, albo jest się w Kościele, albo, praktycznie rzecz biorąc, wg PiS nie będzie się Polakiem. Przynajmniej tzw. „prawdziwym”. Jarosław Kaczyński idzie na taki podział.


 

R.K:-Niestety, to bardzo przykre. Może tak doradzają prezesowi PiS.


 

GM:-In vitro?


 

R.K:-Tak. Przykład Częstochowy pokazuje, jak sensowne wdrażanie programu wspierającego dzietność, finansowanie programów zapłodnienia in vitro dla par, które tylko tą metodą mają szansę na własne dziecko, jak dobrze sprawdził się ten program. W Częstochowie w ten sposób urodziło się ponad 30 dzieci.


 

GM: Związki partnerskie? PiS zdecydowanie przeciw.


 

R.K:-Sporo wokół hasła „związki partnerskie” narosło nieporozumień. A to przede wszystkim związki mężczyzny i kobiety, nie sformalizowane małżeństwem. Dlatego trudno mi zrozumieć, dlaczego kolejne parlamenty tej sprawy nie uregulowały. W związkach partnerskich chodzi o dostęp do wiedzy o stanie zdrowia partnera, szeroko mówiąc do usług medycznych, kwestie dziedziczenia, bieżące sprawy majątkowe. Jeżeli w związku partnerskim chcą żyć osoby homoseksualne, ja nie widzę w tym problemu, każdy powinien mieć prawo do szczęścia. Dzisiaj osoby, które żyją w związkach nieformalnych, mają utrudnioną informację o stanie zdrowia partnera, nie załatwią wspólnych spraw w urzędzie. Spotyka je szereg utrudnień w codziennym życiu.


 

GM: -Prawica często podnosi zarzut, że jak będą związki partnerskie, to za chwilę adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. Boją się tego. Panu też tak się to kojarzy? Ze uregulowanie spraw związków partnerskich oznacza od razu zgodę na adopcje przez pary jednopłciowe?


 

R.K:-Oczywiście, że tak mi się nie kojarzy. To bardzo złożony temat, ale teraz wyłącznie się tym straszy, przedstawia jako zło.


 

GM: -Spotkałem się z ciekawym komentarzem, że już dzisiaj sporo dzieci wychowują pary jednopłciowe, złożone z mamy i babci.


 

R.K:-To pewne uproszenie, wynikające z sytuacji poszczególnych rodzin. Ja osobiście nie jestem zwolennikiem dopuszczalności adopcji przez pary jednopłciowe.


 

GM: -A ja tak, panie pośle.


 

R.K:-I tym się różnimy. Uważam, że to „o jeden most za daleko”. Obowiązkiem i zadaniem państwa jest zapewnienie wszystkim dzieciom bezpieczeństwa i szczęśliwego dzieciństwa. Takie rozwiązanie naraziło by te dzieci na stygmatyzowanie i na nieprzyjemne sytuacje.


 

GM: -W ogóle, czy na dzisiaj?


 

R.K:-W ogóle. Dyskutować trzeba nad każdą sprawą ale ja nie widzę żadnych argumentów, które mogłby mnie przekonać do takiego rozwiązania.


 

GM: Czyli za kadencji posła Kępskiego, jest szansa na uchwalenie związków partnerskich, ale nie ma szansy na dopuszczenie takich par do adopcji dzieci?


 

R.K:-Tak. Gdybym został posłem, będę głosował tylko za pierwszym.


 

GM: -Przypomnijmy, że cały pański dorobek w pracy publicznej to praca w samorządzie, głównie powiatowym. Ponownie posłużę się pańską ulotką wyborczą, i choć pisze pan w niej bardzo ogólnikowo, to jednak widzę w tym krytykę samorządowca, że w najważniejszych dziedzinach życia publicznego, którymi zajmuje się samorząd, dzieje się źle. Że służba zdrowia ma się coraz gorzej, szpitale się zadłużają, że oświata po reformach PiS-u jest w chaosie. A jak do dokładnie wygląda na naszym podwórku w ocenie radnego powiatowego? W poprzedniej kadencji był pan członkiem Zarządu Powiatu Myszkowskiego, teraz rządzi w nim PiS.


 

R.K:-Co do ulotki, nie ma w niej tak mocnego przekazu, że wszystko jest źle. Wskazałem problem współpracy rządu z samorządami. Uważam, że finansowanie wielu obietnic obecny rząd przerzucił na samorządy. I to jest duży problem. Mam na myśli choćby podwyżki dla nauczycieli, czy wiele innych programów, które zapowiedział rząd, ale to my, jako samorząd musimy za to płacić.


 

GM:-Podkreślę kwestię służby zdrowia. Samorządy lekarskie ogłosiły, podpierając się wynikami sondaży, że dla 55% Polaków najważniejszy dziś problem społeczny to źle działająca służba zdrowia. Lekarze postawili diagnozę, że służba zdrowia jest chora, a „Polska to chory kraj”. Lekarstwem ma być wzrost wydatków na służbę zdrowia do 6,8 PKB. Mamy 500 zł na dziecko, ale możemy nie mieć go gdzie i czym leczyć. Taka jest diagnoza ogólnopolska. A w Myszkowie, jest dobrze czy źle? W ubiegłej kadencji samorządu również pan odpowiadał za służbę zdrowia, teraz w opozycji ocenić pan może zarząd powiatu zdominowany przez PiS.


 

R.K:-Nie da się tak jednoznacznie powiedzieć, czy jest dobrze czy źle, po niecałym roku. Służba zdrowia i myszkowski szpital są bardzo mocno uzależnione od polityki rządu. To co wprowadził PiS kilka lat temu, sieć szpitali, okazuje się być złym rozwiązaniem. Dzisiaj mówią już tak nawet politycy prawicy, choćby wicepremier Gowin. Koszty funkcjonowania szpitali, przede wszystkim powiatowych, bardzo wzrosły. Bardzo skoczyły wydatki na wynagrodzenia, to prowadzi do wielu problemów, szpitale nie mogą sobie poradzić ze wzrastającym zadłużeniem.


 

Jak są zarządzane już konkretne szpitale oceniają mieszkańcy.


 

GM: -Mieszkańcy ocenią myszkowski szpital po tym, jak sami będą w nim potraktowani. Pan jako samorządowiec, polityk, ja jako dziennikarz mamy obowiązek sięgać głębiej, szukać przyczyn problemów, wskazywać rozwiązania. Mówiąc o myszkowskim szpitalu, sądzę że można wskazać szereg niepokojących zjawisk, od kiedy starostą jest Piotr Kołodziejczyk, a PiS ma większość w radzie powiatu. Wymienię niektóre: rozrastająca się liczba doradców dyrektora, z pokaźną pensją a o niejasnych kompetencjach; problemy z obsadą dyżurów. Te było zawsze, ale teraz doszedł zarzut, że wiele dyżurów jest fikcyjnych, że faktycznie tych lekarzy nie ma, albo są „na papierze” w dwóch miejscach naraz. Wreszcie zarzut, że otwarta w czerwcu kardiologia to też fikcja, skoro pacjenci w stanie zagrażającym ich życiu są w panice odsyłani do innych szpitali. To są poważne problemy, które świadczą, że zarządzenie szpitalem jest złe. Nowa kardiologia miała zepsuty sprzęt, wszyscy o tym wiedzieli, każdy udaje, że jest dobrze.


 

R.K:-Mury nie leczą. Te wszystkie tematy są przedmiotem badania Komisji Rewizyjnej, której przewodzi radny Dariusz Lasecki. Nie jestem członkiem tej komisji. Dzisiaj na pewno niepokojące jest to, że ciągle słyszymy o nowych osobach w administracji, a nie o lekarzach na oddziałach. Niepokojące jest, że ciągle nie jest wyłoniony dyrektor szpitala.


 

GM: -Wszystkie partie opozycyjne goniąc PiS mają główny problem: PiS rozdaje przywileje socjalne, trudno wręcz za tym nadążyć. Więc jak macie wygrać wybory, skoro to nie opozycja rozdaje pieniądze? Da się przekonać społeczeństwo, takimi hasłami, że ważna jest praworządność, niezależne sądy, które PiS niszczy, oświata nie sterowana ręcznie z kuratorium, które decyduje, że ta czy inna szkoła choć pusta, „musi istnieć”. Jak przekonać wyborców, że to wszystko jest ważne, gdy PiS dał im po prostu kasę? Liczy się tylko miska ryżu, czy dla Polaków ważniejsze jest coś więcej?


 

R.K:-Trudne pytanie. Wierzę w Społeczeństwo, że zrozumie, przed jaką ważną decyzją stają dziś Polacy. W telewizji, choć nie tej „publicznej” słyszymy jak za rządów PiS afera goni aferę. Mam wrażenie, że tych afer jest tak dużo, że Polacy się przyzwyczaili, i mam wrażenie, że PiS stał się aferoodporny. To smutne, gdyż Polska zasługuje na normalność i stabilizację władzy. Dziś PiS chce centralizować władzę, zarządzać krajem z siedziby partii. To złe rozwiązanie, a patrząc na naszą historię może to być bardzo niebezpieczne. Podporządkowanie jednej sile, wszystkich dziedzin życia: mediów, sądów, prokuratury, wmawianie Polakom co jest dobrze, a co złe, to zbliżanie się Polski do pseudo-demokracji jak u wschodniego sąsiada. Mam nadzieję, że Polacy to zrozumieją i że dorobek, o który ciężko walczyli nasi przodkowie, nasi rodzice, nie pójdzie na marne.


 

GM: -Więc to pytanie, w jakiej Polsce spotkamy się po wyborach? Demokratycznej, gdzie wolność najwyższą wartością, a „choć się z tobą nie zgadzam, życie oddam za to, abyś mógł swoje poglądy prezentować”? Czy w kraju, w którym rządzić będzie jedna partia, jeden wódz? Coś na kształt Węgier Orbana, czy jeszcze gorzej, Rosji Putina lub Turcji Erdogana? Jest groźba, że PRL wraca wielkimi krokami? Pan jest samorządowcem. Na ile grozi nam faktyczna likwidacja samorządów? Bo, że PiS ogranicza władzę i rolę samorządów, niszcząc ich dorobek to już widać.


 

R.K:- Podstawą demokracji jest niezależny samorząd, który wybierany jest w wyborach. Ciężko powiedzieć jakie plany na przyszłą kadencje ma PiS jeżeli dalej by rządził. Na pewno idzie to w złym kierunku.


 

GM: -Obniżenie PIT uderzy w finanse samorządów. Kiedyś gminy mogły decydować, które szkoły chcą utrzymać, które likwidować. Dzisiaj kuratorium ma możliwość blokowania tych decyzji. Media podawały przykłady z podkarpacia, gdzie niepodzielnie rządzi PiS. Gmina chciała zamknąć szkołę z powodu braku dzieci. Kurator się nie zgodził. Mam wrażenie, że sytuacji , gdy samorząd będzie biernym wykonawcą jakiejś „centrali”. Rząd łaskawie daje samorządom na drogi, na wozy strażackie. Ale tylko „swoim”.


 

R.K:-W mediach o takich problemach słyszymy na co dzień. W kampanii nie chcę dolewać oliwy do ognia, obiecałem powściągliwość, dlatego wolę mówić jak to naprawić. Ja i mój komitet możemy na pewno obiecać, że nie będziemy tworzyć koalicji z PiS-em po wyborach. Zbyt wiele nas dzieli w sferze światopoglądowej, w sposobie rządzenia. Dla mnie osobiście najważniejsze cele, nad tym chciałbym pracować, to poprawa funkcjonowania samorządów, przez zwiększenie ich kompetencji. Od 1989 roku Polska była decentralizowana, coraz więcej kompetencji i środków na nie przekazywano samorządom. To jest właściwy kierunek.


 

GM: -Może taki przykład: Władza, ta centralna obiecała wóz strażacki do Jaworznika, ale się z tego wycofano. A do gminy Koziegłowy odwrotnie, może nie po dwa samochody do każdej wsi, ale sporo. Żarki musiały kredyt wziąć, bo ktoś grzebał przy dotacji dla ich OSP. Samorząd nie musiałby się uśmiechać, umizgiwać do żadnego posła, czy wojewody, gdyby sam miał tyle środków, że decydowałby czy je przeznaczyć na wozy strażackie, czy drogi.


 

R.K:-Takie traktowanie samorządów, określanie ich pozycji jako petentów rządu jest złe. Podam przykład, jak w dobrym kierunku w Subregionie Częstochowskim poszła współpraca wójtów, burmistrzów i prezydenta (Częstochowy) w podziale środków z Unii Europejskich w ramach RIT-ów. Samorządowcy wskazali kluczowe zadania, dzięki czemu trafiły środki tam gdzie jest największa potrzeba. Takie podejście do samorządności, decentralizacja władzy jest moim zdaniem słuszne. Oddanie części władzy w ręce społeczeństwa, ćwiczymy to na przykładzie budżetów obywatelskich w gminach i są to pozytywne doświadczenia. Na wzór Szwajcarii, gdybyśmy częściej oddawali głos społeczeństwu, dając obywatelom możliwość decydowania o większej ilości spraw w referendum, moim zdaniem to dobry kierunek.


 

GM: U nas to raczkuje.


 

R.K:-Tak. Ale gdyby Polacy mieli przekonanie, że wynik tych głosowań ma realny wpływ na to, co dzieje się w Polsce, byliby chętni do udziału. Dzisiaj referenda odbywają się w sprawach kluczowych i niezwykle rzadko. Gdyby wiedzieli, że realnie decydują o konkretnych sprawach byliby chętni do udziału w takich referendach. Takie doświadczenia dało wprowadzanie budżetów obywatelskich. Początkowo takie rozwiązania wprowadzały nieliczne samorządy, teraz prawie wszystkie. I kreatywność mieszkańców jest bardzo duża. Gdyby przynajmniej raz w roku obywało się obowiązkowe referendum w najważniejszych bieżących sprawach dla Polski, byłoby to bardzo ciekawe rozwiązanie.


 

GM: -13 X zobaczymy czy Lewicy i panu osobiście będzie dane wdrażać taki program w życie. Na jaki wynik liczy Lewica w okręgu częstochowskim?


 

R.K:-Liczymy na jeden mandat poselski, a jeżeli poparcie dla Lewicy będzie wzrastało, sukcesem byłyby dwa mandaty poselskie. Byłby to bardzo duży sukces.


 

Rozmawiał: Jarosław Mazanek



Galeria zdjęć

Komentarze