Kurierzawiercianski.pl

REKLAMA

„PO SZEROKIM STAWIE”…PŁYWAŁY ŁABĘDZIE

Tomasz Urbański | 2018-08-09 12:20

(Myszków) A dokładnie cała łabędzia rodzina: dwa dorosłe osobniki i pięć ich piskląt. Urokliwe ptaki można było do niedawna oglądać na stawach vis a vis Papierni w Myszkowie. Mieszkańcy miasta przychodzili je oglądać, a także dokarmiać. Piszemy o tym w czasie przeszłym, bo obecnie młodych łabędzi już nie ma, zniknęły w dość tajemniczych okolicznościach. Czy padły ofiarą drapieżników? Czy odłowił je lub zabił człowiek? Tego, póki co, nie udało się ustalić. Los łabędzi poruszył szczególnie jednego z naszych czytelników, który prosił, by pisząc o nim posługiwać się jego drugim imieniem: Marcin. Domaga się, by w sprawie zaginięcia ptaków postępowanie wyjaśniające przeprowadziła myszkowska Prokuratura Rejonowa (złożył w tej sprawie zawiadomienie, o zdarzeniu informował także policję) oraz Urząd Miasta.

 

- Czy Gazeta Myszkowska zajęłaby się tematem zaginięcia czterech młodych łabędzi ze stawu naprzeciw Papierni? – w ten sposób rozpoczyna swój list do naszej redakcji Pan Marcin, poruszony losem łabędziej rodziny ze stawów przy ulicy Pułaskiego w Myszkowie. Dorodna para pięknych białych ptaków około dwóch miesięcy temu doczekała się potomstwa, w postaci pięciu piskląt. Stadko pływało po stawach na Mijaczowie, budząc zachwyt wielu mieszkańców. Wielu z nich przychodziło nad wodę z chlebem, by w swoim przekonaniu pomóc ptakom, dokarmiając je. Tymczasem łabędź niemy w lecie, kiedy pożywienia wokół ma pod dostatkiem, nie potrzebuje tego rodzaju pomocy. Dokarmianie tych ptaków nie jest dozwolone, bo ludzkie jedzenie czasami zwyczajnie im nie służy. W najbardziej tragiczny sposób odczuło to jedno z piskląt, które prawdopodobnie udławiło się pozostawionymi resztkami pokarmowymi. – Widziałem, jak podjechał ktoś i nad wodą pozostawił jakieś resztki, jakby ze sklepu czy straganu, wśród których były np. kawałki arbuza. Wiele razy prosiłem osoby nad stawem by nie karmiły łabędzi – mówi Pan Marcin. Ponieważ jego uwagi - oraz podobnych mu miłośników ptaków – nie trafiały do dokarmiających, rozpoczął w Urzędzie Miasta Myszkowa starania o ustawienie stosownych tablic, informujących o zakazie karmienia ptaków. Te się pojawiły - choć w odczuciu naszego czytelnika o wiele za późno. - Sprawa ma szerszy kontekst i może pokazać zaniedbania zarówno służb miejskich (burmistrz, straż miejska), jak i całej reszty odpowiedzialnych za dobro zwierząt. Dotyczy to także narażania na niebezpieczeństwo, dokarmiania truciznami typu zakwaszony chleb itd. Początkowo było łabędzi pięć, jeden padł przez działanie człowieka. Niejako „cały Myszków” żył sprawą tych ptaków. Jedna część usilnie starała się je zniszczyć swoją głupotą, druga część przejęła się ich losem. Moim zdaniem te cztery małe łabędzie zostały albo wyłapane i zabite, albo - co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, trafiły na czyjąś posesję, tudzież na tzw. „czarny rynek” i było to działanie celowe, „na zamówienie”. Specjalista poradzi sobie z taką kradzieżą. Niestety, czuję, że nie ma klimatu w Myszkowie na rozwiązanie tej sprawy. O postawie straży miejskiej i burmistrza Żaka można napisać poemat z negatywnym wydźwiękiem. Uruchamiam ogólnopolskie służby, bo los tych łabędzi zwyczajnie mnie obchodzi – napisał w liście do naszej redakcji Pan Marcin, dzieląc się swoimi przypuszczeniami, co do losu małych łabędzi. Przekazał je także myszkowskim policjantom.

 

- Po pierwszych reakcjach policjantów widzę, że jest możliwe, iż nawet na dobre postępowanie wyjaśniające nie rozpocznie się, gdyż sugerowane są możliwości: zjadł je lis, jastrząb, sum itd. Moim zdaniem jest inaczej. Małe zaczęły sukcesywnie znikać od poniedziałku 16 lipca, kiedy to były jeszcze cztery, aż do piątku 20 lipca, kiedy nie został ani jeden – relacjonuje nasz czytelnik. Jego wizytę w KPP w Myszkowie potwierdza rzecznik prasowy myszkowskich mundurowych, aspirant sztabowy Barbara Poznańska. – Ten mieszkaniec zjawił się w Komendzie po poradę. Policjanci przeprowadzili z nim rozmowę a następnie pojechali sprawdzić otrzymane informacje. Tam gdzie się dało, tam dość dokładnie sprawdzili teren, obeszli sporą część akwenu. Nigdzie jednak nie stwierdzili śladów ewentualnego przestępstwa, bezprawnego działania człowieka. Mundurowi niczego takiego nie znaleźli, nie ma zatem żadnej pewności, że w ogóle doszło do działania przestępczego. Jeśli policjanci otrzymają dalsze, konkretne informacje w tej sprawie, będą kontynuować swoje działania – zapewnia aspirant sztabowy Barbara Poznańska.
 

Pan Marcin nie „odpuszcza”. W poniedziałek 23 lipca o sprawie zniknięcia młodych łabędzi poinformował Prokuraturę Rejonową w Myszkowie, prosząc o „przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego”. O to samo, tego samego dnia wystąpił do Urzędu Miasta w Myszkowie. - Łabędzie znajdowały się na akwenie wodnym „Papirus” (nr 1 i nr 2). Gatunek ten jest objęty ścisłą ochroną prawną (Dziennik Ustaw, 7.10.2014 r., Poz. 1348 – Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 6 października 2014 r. w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, Załącznik nr 1 (Lp. 72). Jeden z małych łabędzi niemych na skutek działalności człowieka został uśmiercony (udławienie na skutek rzucenia nieodpowiedniego pokarmu) (…) O jego padnięciu i okolicznościach wiedzieli Urzędnicy Urzędu Miasta i Starostwa Powiatowego w Myszkowie, funkcjonariusze Straży Miejskiej w Myszkowie oraz Inspektor z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach – z mojej relacji (…) Nie uważam, aby (zniknięcie młodych ptaków – przyp. red.) było naturalnym działaniem natury i podejrzewam, że cztery okazy łabędzia niemego padły ofiarą przestępstwa (bezprawnego zaboru, bądź też uśmiercenia). Tym bardziej, że przez okres poprzedzający to zdarzenie a od padnięcia pierwszego łabędzia, rodzina łabędzi bez żadnych liczebnych strat pływała na wymienionych wcześniej akwenach. Ten przypadek nagłego zniknięcia całej populacji młodych łabędzi wydaje się zastanawiający. Wnioskuję też o ustalenie stanu faktycznego, kto był odpowiedzialny za ochronę na terenie miasta Myszkowa gatunku łabędzia niemego i kto nie dopełnił swoich ustawowych obowiązków, pomimo sygnalizowanych przez mnie nieprawidłowości i zagrożeń (…) Tablica edukacyjna nad akwenem postawiona przez UM pojawiła się dopiero 20 lipca w godzinach popołudniowych, pomimo tego, że jej potrzeba była sygnalizowana już kilka tygodni wcześniej. Poza tym faktem ze strony UM nie nastąpiły inne wiadome mi działania ochraniające okazy łabędzia niemego – napisał w pismach do Prokuratury Rejonowej w Myszkowie i Urzędu Miasta w Myszkowie pan Marcin. Trafiło ono także do wiadomości Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z siedzibą w Warszawie.
 

„INTERNET” PODZIELONY W SPRAWIE ŁABĘDZI

 

Zniknięcie łabędzi szerokim echem odbiło się na profilu „Myszków” na FB. - Sprawa zaginięcia czterech łabędziątek została zasygnalizowana myszkowskiej policji. Zostałem wysłuchany. Nie przyjęto fizycznie zgłoszenia, bo nic nie podpisywałem (…) Ta sprawa nie przycichnie. Patrol policjantów przeszukiwał teren okolicy stawów. Nie znam wyniku, ale raczej nie spodziewam się ich odnalezienia. Pozostaje żal i niesmak do pewnych osób, które miały moc i nie zrobiły nic (…) To jest małe miasto. Jeśli to ktoś stąd, są szanse na wydanie... o ile nie dopadnie tak popularna w małomiasteczkowej społeczności zmowa milczenia (…) Co ciekawe, z kilkudziesięciu kamer, jakimi dysponuje straż miejska (bo ona nadzoruje monitoring) żadna nie obejmuje okolicy stawu i Warty (…) Jeśli macie zdjęcia łabędziej rodziny, jakieś filmiki itd. zachowajcie to. To dowody – komentował „na bieżąco” na wspomnianym profilu pan Marcin.
 

Nie wszyscy potraktowali temat jak on, pojawiły się nawet mało wyszukane docinki i kpiny.

 

- Tu już trzeba naprawdę wezwać wojsko, CBA, CBŚ... A PRZEDE WSZYSTKIM ... psychiatrę – to „opinia” (pisownia oryginalna) Marcina S.

 

- Proponuję powołać straż łabędziową, wyznaczyć dyżury i pilnować pozostałych osobników. Dodatkowo warto o całej sytuacji powiadomić detektywa Rutkowskiego, który ostatnio specjalizuje się w poszukiwaniu zaginionych zwierząt on na pewno rozwikła tą tajemniczą sprawę – „radzi” Paweł M.

 

Większość pozostałych komentuje podchodzi do sprawy poważniej, snując własne przypuszczenia na temat tego, co mogło się stać. - Na stawach są olbrzymie sumy, biorą kaczki, mogły wziąć i małe. Sumy żerują nocą, prawdopodobnie zeżarły łabędzie – napisał pan Dariusz. - Jeżeli ginęły przez kilka dni, to tylko drapieżniki. Oprócz dużych sumów na stawach i w Warcie mamy wydry, ale obstawiam suma. Przepada za ptactwem pływającym, zbiera z wody, zwłaszcza w nocy. Lisy mają nory w rejonie stawu Budka, te też wyspecjalizowane są w kaczkach zwłaszcza - uważa Darek H. Nasz czytelnik nie wierzy w taką wersję: - Sum czekał aż się odchowią na tyle, że samodzielnie będą jadły a on będzie je mógł z precyzją godną fachowca dzień po dniu zjadać... Począwszy od wieczora/ nocy w poniedziałek na wieczorze/ nocy w czwartek skończywszy. Wszystko w końcu możliwe. Ale ja tego nie kupuję. Tym bardziej że przez ponad 1.5 miesiąca pływały.
 

Konkretny ślad wskazuje komentujących temat Gośka P. - 19 lipca zauważyłam samotne pisklę łabędzia przy barierce mostu obok kościoła. Złapałam malucha, co nie było trudne, wysoka trawa i krótkie łapki. Rodziców w okolicy brak, za to zauważyłam czającego się kota. Zaczekałam przy stawie z maluchem, aż pojawił się jeden z rodziców. Nie mogę mieć pretensji do kota, bo to drapieżnik i jego prawem jest polować. Mam pretensje do wszelkich władz tego miasta, że dopuścili, by taka piękna i ufna rodzina została zniszczona (…) Dlaczego nie odłowiono rodziny i nie przeniesiono do innego zbiornika z daleka od siedzib ludzkich? (…) To był chyba ostatni maluch z tej pięknej rodzinki, następnego dnia widziałam już tylko rodziców (…) Jedyne, na co się zdobyto to postawienie tablicy.
 

Sprawie będziemy się przyglądać, być może do niej wrócimy.
 

Robert Bączyński


 



Galeria zdjęć

Komentarze