Kurierzawiercianski.pl

REKLAMA

PRAWIE JAK PO-PIS?

Tomasz Urbański | 2018-12-23 12:20

Po zmianie koalicji rządzącej w Radzie Powiatu Myszkowskiego, gdzie władzę przejął PiS uzyskując też stanowisko starosty dla Piotra Kołodziejczyka, radni PiS wcześniej atakujący przy każdej okazji, teraz zamienili się w gołąbki pokoju. Co ciekawe, również Koalicja Obywatelska +PSL, Lewica zachowuje się wyjątkowo grzecznie. Żadnych sporów, za Mariuszem Morawcem na stanowisko wicestarosty głosuje cała opozycja, więc ten zmieszany przeprasza, zwłaszcza radnego Kępskiego za coś, co najprościej nazwać zdradą polityczną. A nowy Starosta Powiatu Myszkowskiego roztacza wizje szerokiej współpracy z opozycją. Silny może więcej, deklaracje nowego starosty sprawdzamy, w bezpośredniej rozmowie. Że w Myszkowie będzie PO-PiS, to może przesada, ale jakość pracy w Radzie Powiatu Myszkowskiego zapowiada się ciekawie.


 

Z Piotrem Kołodziejczykiem Starostą Powiatu Myszkowskiego rozmawia Jarosław Mazanek


 

Gazeta Myszkowska: - Niemal tuż po wyborze pana na stanowisko Starosty chciałem o to zapytać, ale nie udało nam się w pierwszym tygodniu pańskiej pracy spotkać. Choć jak rozumiem, nie niechęć, a tym bardziej strach przed rozmową był tu przyczyną. Pytanie moje jest takie: po wyborze zwrócił się Pan do radnych opozycji z propozycją współpracy. Ci odpowiedzieli zagłosowaniem za kandydaturą wicestarosty Mariusza Morawca, dostał 100% głosów. Na sesji 5 XII radni z opozycji waszymi głosami otrzymali 3 stanowiska przewodniczących stałych komisji w Radzie Powiatu. Odbieram to jako sygnał, że faktycznie chce pan współpracy


 

Piotr Kołodziejczyk Starosta Powiatu Myszkowskiego: - To jest sygnał wysłany w kierunku opozycji. Było to świadome działanie, a ja w swoim przemówieniu na I sesji wspominałem, że z opozycją będziemy chcieli współpracować. Miało to odzwierciedlenie na kolejnej sesji, gdzie oddaliśmy przewodniczenie w trzech komisjach radnym opozycji. Jakub Grabowski, radny z Żarek, dostrzegł to i podziękował na sesji. Dzisiaj spotykam się z radnym Rafałem Kępskim w sprawie budowy hali sportowej przy Zespole Szkół nr 1. Chcę z radnymi opozycji współpracować, nie tylko w temacie hali. Rozmawiałem również o budowie hali z radnym Sebastianem Rucińskim, który ma rewelacyjny pomysł, aby wyposażyć ją w takie materiały, dzięki którym akustyka hali wspomagałaby różne przedsięwzięcia o charakterze artystycznym, aby hala nie służyła tylko rozgrywkom sportowym.


 

Dzisiaj spotykam się z radnymi, również z radnymi opozycji, aby przedstawić problem budowy leżący po stronie wykonawcy.


 

Trzeba też wspomnieć o finansowaniu tej budowy. Pierwotny projekt zakładał koszty 3,5 mln zł, po przetargu koszty wzrosły do 6 mln 140 tysięcy. Jeżeli chodzi o montaż finansowy, to nie wygląda on różowo, gdyż wniosek do programu „Sportowa Polska” był złożony przy kwocie 3,5 mln zł, a nie 6 mln zł. Ale wrócę do tematu wykonawcy, który miał wejść na teren budowy od września. Mamy grudzień i na terenie budowy nie dzieje się kompletnie nic poza ogrodzeniem placu budowy. Rozmawiałem o tym z dyr. ZS1 Eugeniuszem Bugajem, który twierdzi, że do dzisiejszego dnia budowa nie została rozpoczęta. W środę wybieram się na miejsce.


 

GM: - Budowa jest na początku, a już termin ukończenia hali jest zagrożony?


 

P.K.: - Nie. Oceniam na ten moment, że nie jest realizowany harmonogram budowy. Spójrzmy na harmonogram, w którym widnieje, że we wrześniu powinny być zaczęte roboty ziemne. W październiku i listopadzie miała być przygotowana konstrukcja i pokrycie dachu, a także wstępne przygotowania do wykonania ścian. To wszystko jest zawarte w wykazach na czwarty kwartał 2018. Z wymienionych punktów żaden nie został zrealizowany.


 

W mojej ocenie, nie spotkałem się z takim montażem finansowym, w którym równie potężna inwestycja byłaby w całości finansowana ze środków własnych powiatu. Środki zewnętrzne na tę inwestycję mamy na dzień dzisiejszy zabezpieczone w kwocie 0 zł. Powiat złożył wniosek o dofinansowanie, ale dotacja nie jest jeszcze przyznana.


 

GM: - Rząd mamy z PiS-u, starostę z PiS-u, nie powinno być problemu.


 

P.K.: - Panie redaktorze, to jest konkurs, zobaczymy, co się zadzieje. Rozmawiałem na ten temat z radnymi, czy nie wycofać tego wniosku, złożonego wg kosztorysu od kwoty 3,5 mln i złożyć nowy - liczony od 6,2 mln zł. Dofinansowanie możliwe jest wówczas na 33%, natomiast liczone od 3,5 mln zł to tylko 18%. Chciałbym, aby decyzję w tej sprawie podjęła cała Rada Powiatu. Ta hala jest również dzieckiem dzisiejszej opozycji i dlatego chcę, aby sprawa ta była przedyskutowana także z nimi.


 

GM: - Ale nie wycofuje się Pan ze słów powiedzianych na sesji, że nie chodzi o wycofanie się z budowy hali, wstrzymanie budowy?


 

P.K.: - Absolutnie nie o to chodzi. Nie chodzi ani o wycofanie się z tej budowy, ani o jej wstrzymanie. Musimy po prostu usiąść, przedyskutować sprawę związaną z brakiem rozpoczęcia budowy, sprawdzić, czy nie ma przesłanek do rozwiązania umowy z wykonawcą. Ale chcę zachować ostrożność, gdyż skoro mamy już umowę z wykonawcą, to przy składaniu nowego wniosku o dotację zyskujemy dodatkową punktację właśnie za to, że mamy już wyłonionego wykonawcę.


 

Decyzja o zerwaniu umowy z wykonawcą nie może być pochopna i trzeba się nad tym poważnie zastanowić, bo nikt nam nie może zagwarantować, że następny przetarg nie będzie droższy.


 

GM: - Czy należy to odbierać jako zarzut, że poprzedni Zarząd Powiatu zostawił panu jakiś bałagan? Czy to zwykłe, bieżące problemy?


 

P.K.: - Nie chciałbym wracać do tego czy jest bałagan, czy nie. Absolutnie się od tego odżegnuję. Robimy grubą kreskę. Chciałbym współpracować dalej z tymi osobami, uważam, że mają dużą wiedzę o tym, co działo się przez ostatnie 4 lata, nie mam zamiaru narzekać na poprzedni Zarząd i poprzednią Radę. Czy jest bałagan? Nie sądzę. Pan Jakub Grabowski powiedział wprost, że jest 10 mln zł, które są na lokatach.


 

Ale nie ma też się co czarować, na co te środki będą musiały być przeznaczone: raz - na budowę hali, dwa - na pokrycie strat w SP ZOZ Myszków. Tam jest ok. 5,5 mln zł w zobowiązaniach krótkoterminowych oraz ponad 900.000 zł ZUS-u nie zapłaconego za dwa miesiące. Te zaległe składki są prolongowane na bodajże marzec, kwiecień, ale składki te trzeba będzie zapłacić. Dodatkowo pojawiają się problemy z dwoma wiaduktami: w Nieradzie i Kotowicach. Tu także są potrzebne środki finansowe, które trzeba będzie zabezpieczyć. Jeden wiadukt będzie kosztował wstępnie 5 mln, a drugi 6 mln. Będą to, mam nadzieję, w większości środki zewnętrzne, z rządowego programu wsparcia budowy oraz modernizacji dróg samorządowych.


 

GM: - Ówcześnie wicewojewoda, obecnie poseł Mariusz Trepka z PiS obiecał jeszcze budowę wiaduktu w Nowej Wsi. Będzie ten wiadukt?


 

P.K.: - O to proszę zapytać Pana Posła Trepkę.


 

GM: - Zapytam, ale po wicewojewodzie Trepce to Pan przejął stanowisko, jesteście z jednej partii, więc pytam Pana.


 

P.K.: - Skoro Pan Poseł Trepka takie zobowiązanie podjął, myślę, że go dotrzyma. W ostatniej rozmowie na przedmiotowy temat przedstawił mi, że prace idą w dobrym kierunku.


 

GM: - Szpital Powiatowy od 1,5 miesiąca nie ma dyrektora, dokładniej trwa okres wypowiedzenia umowy po rezygnacji dyr. Khalida Hagara.


 

P.K.: - Dyrektor Hagar złożył rezygnację dokładnie 31 X na ręce poprzedniego Zarządu Powiatu. Spotykam się dziś z panem dyrektorem, którego – i chcę to bardzo mocno podkreślić – niezwykle cenię jako lekarza, aby omówić bieżącą sytuację szpitala. Nie jest to żadna nowość, że dyr. Hagar składał już swoje wypowiedzenia wielokrotnie, lecz nie były one przyjmowane. Nie chciałbym doprowadzić do takiej sytuacji, że będziemy współpracować w złej atmosferze.


 

GM: - Może chce Pan, aby dyr. Hagar rządził dalej szpitalem? Będzie go Pan namawiał na pozostanie?


 

P.K.: - Nic na siłę na pewno nie będziemy robić. Dyrektor Hagar podtrzymuje swoje stanowisko, już z nim o tym rozmawiałem, i jeżeli w dzisiejszej rozmowie podtrzyma swoją decyzję, to ja to wypowiedzenie przyjmę.


 

GM: - A gdyby nie podtrzymał?


 

P.K.: - Ale podtrzyma, bo już z nim o tym rozmawiałem.


 

GM: - Niełatwo znaleźć kompetentnego kandydata na dyrektora. Zaczął szukać poprzedni zarząd, różnym osobom proponowano, część odmawiała, zwłaszcza lekarze. Jeden, nie podam nazwiska, gdyż to rozmowa prywatna, na propozycję ile może zarobić (ok. 12 tys. zł) powiedział, że „tyle to zarabia w weekend”. Chcę zapytać, jaki model zarządzania szpitalem Pan preferuje: dyrektor lekarz, czy dyrektor menadżer? Jak widać, dla lekarzy ta posada nie jest atrakcyjna finansowo, a dla ekonomistów, menadżerów pensja na poziomie kilkunastu tysięcy na rynku lokalnym może być atrakcyjna. Wybór nowego dyrektora szpitala to będzie decyzja polityczna, czy pragmatyczna?


 

P.K.: - Nie będzie to decyzja polityczna. Aby dyrektor Hagar mógł odejść, zgodnie ze swoją wolą, trzeba na razie powołać Naczelnego Lekarza Szpitala, przynajmniej na krótki okres, do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Musi się pojawić osoba, która przejmie tymczasowo bieżące zarządzanie szpitalem.


 

GM: - Np. Khalid Hagar jako Naczelny Lekarz Szpitala?


 

P.K.: - Pan dyrektor Hagar podtrzymuje swoje stanowisko, że chce odejść ostatecznie jako dyrektor i jako lekarz. Wcześniej dyrektora Hagara nie można było odwołać zgodnie z jego wnioskiem, ponieważ nie było lekarza naczelnego. Jeżeli Lekarz Naczelny Szpitala zostanie powołany, wówczas nie będzie żadnego konfliktu prawnego, aby dyrektor Hagar mógł opuścić swoje stanowisko.


 

GM: - Ale wszyscy mamy problem. Ktoś musi służbą zdrowia na terenie powiatu zarządzać. Dyrektora z „łapanki” zawsze Pan znajdzie. Problem na dłużej: dyrektor lekarz czy model menadżerski, jaki z powodzeniem zafunkcjonował w Zawierciu?


 

P.K.: - Ten drugi model podoba mi się zdecydowanie bardziej. Szpital w Zawierciu, który miał spore długi, jest „na plusie” i podobna sytuacja ma miejsce w Czeladzi, w szpitalu należącym do powiatu będzińskiego, gdzie również mogą się pochwalić dobrymi wynikami finansowymi. W tej rzeczywistości prawnej, nowych ustaw procedowanych w Sejmie, niektóre szpitale powiatowe się odnajdują. Zdecydowanie chciałbym, aby u nas był model zarządzania, w którym rządzi dyrektor-menadżer. Wszystko będzie zależało jednak od tego, jacy kandydaci pojawią się w konkursie.


 

GM: - Problemy szpitala są coraz większe: dług przyrasta i wskazywano tu przyczyny systemowe, zmiany prawne, nowe obowiązki płacowe nakładane na szpital bez zapewnienia finansowania. Odwołam się więc pozytywnie do relacji politycznych. Skoro poprzedni zarząd nie miał dobrej współpracy z NFZ-tem, Urzędem Wojewódzkim, to czy teraz będzie lepiej? Panu łatwiej będzie negocjować zmiany w finansowaniu szpitala, aby po prostu kontrakt na usługi był wyższy?


 

P.K.: - Jeżeli szpital będzie dobrze zarządzany, kontrakty na nowo napisane do NFZ będą dobre, to obronią się same. Możemy to porównać do tych szpitali, które już w naszej rozmowie były wymieniane. Nie wszystkie miały za plecami partię obecnie rządzącą, a jednak funkcjonują dobrze.


 

GM: - PiS też o tym mówił, ale jednoznacznie wpisał to w swój program wyborczy Wojciech Picheta, obecny Przewodniczący Rady Powiatu Myszkowskiego, koalicjant PiS-u, że do szpitala w Myszkowie ma wrócić kardiologia i okulistyka. Wiemy, że nie były to oddziały szpitalne, tylko podmiotów zewnętrznych, ale pacjent te usługi miał. Czy Pan będzie prowadził zabiegi o ich powrót? Poprzedni Zarząd starał się 4 lata, ale mówiono, że był blokowany przez partię rządzącą.


 

P.K.: - Tego nie wiem i nie będę się do takich zarzutów odnosił. Naszą rolą jest patrzeć do przodu i nie wspominać błędów czy zaniechań, które się wcześniej pojawiały. Na pewno chcielibyśmy, aby kardiologia wróciła. W jakiej formie? Czy będzie prowadzona przez podmiot zewnętrzny, czy przez nas, tego nie wiem. Będzie się tym zajmował nowy dyrektor. Na pewno chcielibyśmy, aby powstały dwa oddziały, w tym kardiologia, dzięki czemu szpital mógłby przejść na II poziom referencyjności.


 

GM: - A co z odchodzeniem lekarzy ze szpitala? To jest plotka, czy jest takie zjawisko? Na sesji padło takie pytanie, ale gł. księgowa szpitala też odmówiła odpowiedzi.


 

P.K.: - Także nie odpowiem na to pytanie ani pozytywnie, ani negatywnie, gdyż nie mamy żadnego oficjalnego sygnału, aby lekarze rezygnowali z pracy w myszkowskim szpitalu. Na dziś nie ma takiej informacji, aby oficjalnie któryś z lekarzy złożył wymówienie.


 

GM: - Duży temat, albo duży problem, w którym, mogę nieskromnie powiedzieć, „wyspecjalizowałem się” to piecza zastępcza, czyli działanie domów dziecka, rodzin zastępczych, co nadzoruje w imieniu powiatu Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, instytucja podlegająca teraz Panu. Długo dochodziłem do wniosku, że mało kto rozumie jak to działa, a już na pewno, że działa źle. Od dłuższego czasu w rozmowach, późnej w artykułach, formułowałem bardzo krytyczne oceny, również pod adresem Zarządu Powiatu, który moim zdaniem nie zrobił nic w tej sprawie. Więc kieruję do pana pytanie, o PCPR. Polecałem panu do obejrzenia ostatni reportaż w TVP2 (Magazyn Ekspresu Reporterów), który powstał w reakcji i we współpracy z Gazetą Myszkowską, która pisała pierwsza o bulwersującej historii pani Joasi Kudły. Nasz artykuł i kolejny, jak i reportaż TVP 2 dotyczy w części oceny pracy Sądu, ale w ogromnej części fatalnej pracy PCPR. Ile to jeszcze będzie trwało? Może nowy starosta będzie w tym temacie bardziej decyzyjny?


 

P.K.: - Oglądałem ten reportaż i rozpoznawałem temat, który mi Pan polecił. Jestem już po rozmowie z dyr. PCPR, która wyjaśniła mi niuanse związane z tą sprawą. W sprawie pani będącej bohaterką reportażu, PCPR przygotował wniosek do Sądu popierający urlopowanie dziewczynki na czas świąt. Wiem, że to niewiele, ale jest to jakieś doraźne wyjście z sytuacji. Na 20 XII jestem umówiony na rozmowę z Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie. Chcę zasięgnąć opinii Sądu na temat działania PCPR, czy faktycznie w myszkowskim PCPR dzieją się złe rzeczy. To może zweryfikować kontrola wewnętrzna w PCPR, która również się pojawi.


 

GM: - Nie musi Pan oczywiście opierać się na sygnałach prasowych, nawet nie z Gazety Myszkowskiej, może Pan przejrzeć reportaże mediów rządowych, które krytycznie mówiły o pracy PCPR od historii Piotra Czyża i dziewczynek, nad którymi opiekę chciał przejąć po swojej zmarłem partnerce. Potem były kolejne, kolejne i kolejne historie. I tam zawsze były dwa obszary krytyki: media krytykowały postępowanie sądu, ale w równie mocny sposób pracę PCPR.


 

P.K.: - Wskazania, które pojawiają się w relacjach i reportażach, pokazują, że Sąd, ale nie tylko Sąd, może opierać się na opiniach biegłych, ale powinien również opierać się na opiniach szkół, pracowników opieki społecznej, czy również świadków naocznych i sąsiadów.


 

GM: - Wydaje mi się, że ciągle ma Pan Starosta na myśli wiedzę najnowszą, ten ostatni przypadek pani Joasi Kudły, w której obronie stanęło tak wiele osób. Ale cofając się stopniowo, praktycznie przy każdej z tych historii gdzieś jest złe działanie PCPR. Mógłbym każdy przykład wypunktować, ale podam jeden. Była historia Agnieszki, która trafiła do Rodzinnego Domu Dziecka i znalazła tam - to również opinia samej dziewczynki - bezpieczeństwo i miłość. Dziewczynka sama mówiła, że nie chce (wtedy) kontaktów z toksyczną matką, która – dodam - ma proces karny o znęcanie się psychiczne nad córką. PCPR do pewnego momentu wspierał RDD w tej pracy, tak dochodziło do konfliktów z matką, która przychodziła, urządzała awantury. Nagle nie wiadomo dlaczego, PCPR o 100% zmienił decyzję, poparł przeniesienie dziecka do innej placówki. Krytykowałem to jednoznacznie, jako naruszenie praw dziecka, naruszenie jego interesów. Dziewczynka też bardzo jednoznacznie wyrażała swoje zdanie, że chce zostać w RDD w Myszkowie, również dlatego, że nie chciała zmiany szkoły. W PSP 5 chodziła do klasy sportowej, marzyła o karierze siatkarki. Od prawie roku Agnieszka nie trenuje, gdyż w szkole, do której trafiła nie ma klasy sportowej. Jednoznacznie krytykowaliśmy te decyzje w GM, jako naruszające prawa dziecka. Interes dziecka często był zagrożony właśnie przez działania PCPR-u. Jeżeli nie nastąpi znacząca poprawa sytuacji, to pewnie będą kolejne bulwersujące historie, które będę opisywał.


 

Na problem pracy PCPR zwrócili uwagę radnym powiatowym radni Rady Miejskiej w Żarkach i pracownicy MGOPS Żarki, mówiła o tym dyr. Kowacka. Też tak to odczytuję, ale nieco dosadniej: zróbcie coś z tym, Panie Starosto!


 

P.K.: - Na pewno ten temat trzeba rozpoznać. Zaczynamy w ten sposób, że będziemy spotykać się również z dyrektorami ośrodków pomocy społecznej w celu uzyskania informacji, które pomogą nam ocenić sytuację.


 

GM: - Polecam raporty Najwyższej Izby Kontroli na temat złego funkcjonowania pieczy zastępczej w Polsce. Raporty te potwierdzają to, co ja opisuję od 2 lat, że piecza zastępcza działa źle.


 

P.K.: - Jeżeli kontrola wewnętrzna wykaże nieprawidłowości w działaniach jednostki, na pewno daleko idące wnioski zostaną wyciągnięte. Chciałbym podkreślić, że będzie to przestawione całej Radzie, aby to nie była decyzja wyłącznie starosty czy Zarządu.


 

GM: - Ciągle podkreśla Pan wolę współpracy, również z opozycją. Ale nowy starosta, nowy układ sił w Radzie Powiatu musi wywoływać pytania o ewentualne zmiany kadrowe. Idą święta, sugerował Pan, aby ten wywiad odbył się później, w okresie przedświątecznym, i ponieważ rozmowa była przekładana, prawie zbliżyliśmy się do świąt. Czy pracownicy starostwa, jednostek podległych, mają się bać o miejsca pracy? PiS, pańska partia, gdy przejął władzę w Polsce, dokonał potężnych czystek we wszystkich obszarach, prawie „od sprzątaczek do prezesów”. Czy w Myszkowie będzie tak samo?


 

P.K.: - Na obecną chwilę nie przewiduję żadnych zmian w jednostkach podległych. Dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg znam bardzo dobrze i uważam go za dobrego fachowca. Jeżeli moja opinia potwierdzi się przez najbliższe trzy miesiące, żadnych zmian w tej jednostce i innych nie przewiduję.


 

GM: - PZD co prawda nie jest inwestorem przebudowy DW 793 z Myszkowa do Żarek, która wywołuje falę krytyki, jeśli chodzi o ten odcinek myszkowski. Pan nie jest mieszkańcem Myszkowa, więc szczegóły mogą nie być Panu blisko znane. Ale mieszkańcy decyzję o nowej organizacji ruchu, gdy ul. Prusa stała się na ostatnim odcinku jednokierunkowa, komentują po prostu jako głupią. Podobnie jak ul. Jana Pawła II, ul. Prusa stanowi główny dojazd, do bocznych uliczek i do firm na jej końcu. Wielu kierowców łamie zakaz, jeździ pod prąd, sypią się mandaty. Drugie miejsce, to wyjazd z ul. Dworskiej w kierunku centrum Myszkowa. Wysepka jest tak usytuowana, że aby jej nie rozwalić, kierowcy ciężarówek muszą jeździć pod prąd, prowokując niebezpieczne sytuacje. PZD podobno zaopiniował te rozwiązania pozytywnie. Jak to się stało, że doszło do takich absurdów?


 

P.K.: - Rozumiem, że te dwie ulice, Jana Pawła II i Prusa, stanowiły ciąg komunikacyjny tej dzielnicy. Techniczne sprawy musimy dograć z dyrektorem PZD i burmistrzem Myszkowa, usiąść i zdecydować, co możemy poprawić, o jakie zmiany postulować do Wojewódzkiego Zarządu Dróg. Jeżeli to rozwiązanie jest niewspółmiernie złe w stosunku do rozwiązań, które funkcjonowały wcześniej, to należy wrócić do rozwiązań, które funkcjonowały dobrze.


 

GM: - Krytyka tej organizacji ruchu wynika z tego, że zablokowano wyjazd z ul. Prusa, ważnej jako dojazd do firm i będącej kręgosłupem dzielnicy, zamiast nawet całkowicie zamknąć wyjazd na ul. Kościuszki, z bocznych dzielnicowych uliczek.


 

P.K.: - Nie znam sprawy na tyle dobrze, żeby ocenić, które rozwiązanie będzie najlepsze, ale to co pan przedstawił jest wizją dość racjonalną i należałoby takie działania podjąć, aby zastosować takie rozwiązania.


 

GM: - Chciałby jeszcze wrócić do sytuacji z wyborów starosty i wicestarosty. Wielu osobom utkwiła wypowiedź wicestarosty Mariusza Morawca, po tym, gdy został wybrany głosami wszystkich radnych. Wyszedł na mównicę i powiedział: „Po opuszczeniu PO jestem bezpartyjny i nie zamierzam już wchodzić do żadnej partii. Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że nie jestem sympatykiem Prawa i Sprawiedliwości, nie jestem ich wyborcą.


 

Najbardziej zawiedziony ma prawo być Rafał Kępski, wobec którego zobowiązałem się i to czynię: Przepraszam cię Rafał, za tę decyzję i za to „jak jest”. Jak to odebrać? Bo ja mam takie wrażenie, że nowy wicestarosta mówi: „brzydzę się PiS-em, ale będę z nimi rządził”.


 

P.K.: - To jest wypowiedź pana wicestarosty. Znam Pana Mariusza Morawca jako sprawnego samorządowca. Skoro zdecydował się na to, aby współrządzić z Prawem i Sprawiedliwością i de facto z moją osobą jako starostą myszkowskim, myślę, że nie jest złego zdania o działaniach, jakie ja i partia podejmuje w obecnym czasie. Sądzę, że te relacje, przynajmniej na obecną chwilę, są bardzo dobre i będziemy czynić wszystko, żeby powiat zmierzał dobrym kierunku.


 

GM: - Przyjęliście jakiś podział obowiązków? Wicestarosta Morawiec będzie miał własne, wyłączne kompetencje?


 

P.K.: - Będzie miał, ale strukturę organizacyjną chcemy zmienić już w nowym roku, zwiększając np. dział pozyskiwania środków zewnętrznych, a zamówienia publiczne, które są „podpięte” pod sekretarza, powinny znaleźć się w jednym wydziale. W styczniu odbędą się audyty przeprowadzone w starostwie i w szpitalu. Nie chodzi o to, aby szukać dziury w całym, tylko się zabezpieczyć. W takim sensie, że jeżeli są jakieś błędy i problemy, wykryjmy to tutaj - na miejscu, nie czekając na to, aż zjawi się kontrola i będziemy zmuszeni wykonywać zalecenia pokontrolne. Można to zrobić już teraz, znaleźć słabe punkty i wycelować w nie odpowiednie siły i działania w celu poprawy całej struktury.


 

GM: - Chciał Pan wywiadu bliżej świąt, więc zapytam o te święta. Jak je Pan spędzi? Czym pasjonuje się nowy starosta Piotr Kołodziejczyk? Lubi morze czy góry?


 

P.K.: - Święta spędzę rodzinnie, w domu. Nie wyjeżdżam ani w góry, ani nad morze. Jak co roku odwiedzę teściów. Mam naturę obieżyświata, jeżdżę na nartach…


 

GM: - Dobrze?


 

P.K.: - Jeszcze żyję! Głównie Kotelnica w Białce Tatrzańskiej, tamte strony bardzo mi leżą, mam tam przyjaciela jeszcze ze studiów, jest instruktorem narciarstwa, mają rodzinną wypożyczalnię sprzętu narciarskiego.


 

Nie mam morskiej natury, choć syn i żona lubią wypoczynek nad morzem. W ubiegłym roku udało mi jednak się porwać syna na Tarnicę w Bieszczadach (najwyższy szczyt polskich Bieszczadów; wys. 1346 m npm-przyp. red.), na którą o dziwo wszedł, i to w dobrym tempie, więc może bakcyla złapał. Mam nadzieję, że pokocha góry.


 

GM: - Życzę, aby to i inne marzenia się spełniły. Dziękuję za rozmowę.



Galeria zdjęć

Komentarze