Kurierzawiercianski.pl

SKANDAL W ZAWIERCIU: W RAMACH OSZCZĘDNOŚCI ZABRALI NIEPEŁNOSPRAWNYM DZIECIOM DOWÓZ NA REHABILITACJĘ

Tomek | 2017-08-04 12:20

(Zawiercie) Prezydent Witold Grim po raz kolejny z powodu swojej bierności i fatalnych decyzji podejmowanych przez swoich doradców „strzelił sobie w stopę”. Sprawa, którą tym razem poruszamy, to już cios poniżej pasa. Gmina Zawiercie rękami Marii Utrackiej pełniącej obowiązki naczelnika wydziału edukacji i mianowanej na specjalnie utworzone dla niej stanowisko doradcy ds. oświaty zadecydowała w ramach oszczędności o nieprzyznaniu w lipcu środków (chodzi o kwotę ok. 4 tys. zł!) na dowóz dla dzieci do Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego w Wolbromiu. Bezduszność urzędnicza – inaczej nie da się nazwać tej decyzji. Chodziło dokładnie o 16 dni roboczych, ponieważ po 24 lipca ośrodek jest zamknięty z powodu wakacji.

 

Sprawa zabrania środków na dowóz dotyczy dzieci upośledzonych w różnym stopniu, 2 jest leżących. Nie dość, że rodziców nikt wcześniej nie poinformował o tej decyzji, to w dodatku próbowano ich zastraszyć, że jeśli nie dostarczą – zdaniem pani naczelnik – właściwego orzeczenia, czyli takiego wydanego przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Zawierciu, dzieci nie będą mogły we wrześniu realizować obowiązku szkolnego.

 

Kuba i Amelka nie potrafią mówić. W ich imieniu walkę z urzędnikami toczą rodzice i rodzeństwo. Jakub ma dziś 12 lat. Od urodzenia cierpi na mózgowe porażenie dziecięce i padaczkę. Nie chodzi, nie siądzie samodzielnie, nie mówi. Opinie wydane przez poradnie psychologiczno – pedagogiczne wskazują jednoznacznie, że powinien on uczęszczać na grupowe zajęcia rewalidacyjno – wychowawcze w maksymalnym wymiarze godzin oraz że niezbędne jest prowadzenie systematycznej rehabilitacji ruchowej. Kilka lat temu Kubuś stracił mamę. Miłości mu jednak nie brakuje, ma kochającego tatę i starsze rodzeństwo.

 

Amelka ma 10 lat, także jest dzieckiem leżącym. Ma zdiagnozowany zespół Edwardsa, czyli trisomię chromosomu 18. To choroba śmiertelna, która doprowadza do powstania zespołu złożonych wad wrodzonych. Dzieci cierpiące na tę chorobę umierają często jeszcze przed narodzeniem lub w pierwszym miesiącu życia. To prawdziwy cud, że Amelka żyje. Jej mama każdego dnia walczy o to, by to życie było dla niej jak najbardziej radosne i pozbawione cierpienia.

 

- Na początku czerwca składałyśmy wnioski, żeby były zapewnione przewozy na lipiec i od września w nowym roku szkolnym. O braku dowozów powiedziała nam przewoźniczka. Ze strony urzędu nikt nas o tym nie poinformował. Do 30 czerwca powinniśmy dostać odpowiedź, ale ona nie przyszła. Amelia ma 10 lat. Od 5 lat jeździła do Wolbromia. Nigdy w wakacje przez te 5 lat nie mieliśmy problemu – złości się pani Katarzyna Biała.

 

- Przecież dzieci się przyzwyczajają. Wszystkie orzeczenia są w porządku i naszym zdaniem pani Utracka nie ma racji. Amelka, Kasia, Jakub, Szymon, Mariusz jeździli dotychczas z Zawiercia z tym samym przewoźnikiem. Na jakiej podstawie pani Utracka podważa decyzje wydane w Olkuszu? Teraz nasze dzieci mają nagle chodzić do Poradni Psychologicznej. Nikt z urzędu nie poinformował nas, że w lipcu nie będzie dowozu. Dowiedzieliśmy się dopiero 3 lipca w poniedziałek, kiedy przewoźniczka nie przyjechała po dzieci. Kiedy do niej zadzwoniliśmy, powiedziała, że na lipiec urząd nie przyznał nam dowozu. We wtorek czy w środę poszliśmy do urzędu. Chcieliśmy porozmawiać z panem prezydentem, ale do nas nie wyszedł. Sekretarka zaprowadziła nas do wydziału edukacji, ale tam dowiedziałyśmy się, że pani Utrackiej nie ma, bo jest u pana prezydenta. Po telefonie wykonanym przez pracownice wydziału dopiero przyszła. Pani Utracka stwierdziła, że rok szkolny się kończy 30 czerwca. Próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że w przypadku tak chorych dzieci to tak nie funkcjonuje. Przecież one nie nauczą się tam polskiego czy matematyki, tylko mają różne zajęcia terapeutyczne i rehabilitacyjne, które pozwalają im żyć bez bólu. 2 miesiące przerwy to jest bardzo długo, to nas jeszcze postraszyła, że przez ferie dzieci nie będą jeździły. Pan prezydent był w gabinecie i nawet do nas nie wyszedł. To on jest dla obywateli, a nie obywatele dla niego. Wysłuchać nas zechciał tylko wiceprezydent Łukasz Konarski – relacjonują rodzice.

 

Choć opiekunowie wnioskowali o przydział dowozu na lipiec już na początku czerwca dopiero 4 lipca do skrzynki trafiło pismo datowane na 30 czerwca i informujące o tym, że umowa na dowożenie dzieci na rok szkolny 2016/2017 zakończyła się właśnie 30 czerwca, a kolejna na rok szkolny zostanie podpisana zgodnie z zarządzeniem prezydenta. Pani naczelnik chyba zapomniała, że zgodnie z prawem oświatowym rok szkolny trwa nie do 30 czerwca, ale do 31 sierpnia. W czerwcu w szkołach publicznych następuje jedynie koniec zajęć szkolnych. W przypadku OREW-u zakończenie zajęć wyznaczono dopiero pod koniec lipca.

 

- Wychodząc naprzeciw potrzebom Jakuba Trepki oferujemy w okresie wakacyjnym we współpracy z Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną w Zawierciu zajęcia wspomagające jego rozwój – czytamy we fragmencie pisma, pod którym widnieje pieczątka Marii Utrackiej p.o. Naczelnika Wydziału Edukacji, Doradcy Prezydenta Miasta ds. Edukacji.

 

Kolejny dokument z datą 6 lipca, dotarł do zainteresowanych dopiero kilka dni po tym, jak byli oni w magistracie. Tym razem argumentem nie był koniec roku szkolnego czy oszczędności, a „niezgodna dokumentacja”.

 

CHODZI O KASĘ CZY NIEZGODNOŚĆ DOKUMENTÓW?

 

- Dopiero po naszej wizycie w urzędzie dostałam pismo, że jeżeli nie zmienię orzeczenia na takie wydane przez Zawiercie, to mój brat nie dostanie dowozu także od września – mówi zaniepokojona siostra Kuby.

 

- Informuję, że dla ciągłości zajęć wspomagających zaburzone funkcje dziecka możliwa jest realizacja zajęć usprawniających zaburzone funkcje rozwojowe Pani brata Jakuba Trepki w okresie wakacyjnym przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Zawierciu (dwóch wakacyjnych miesięcy). Zajęcia rewalidacyjne i inne specjalistyczne będą prowadzone przez pracowników Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zawierciu, którzy posiadają wymagane kwalifikacje do realizacji zajęć wynikających z orzeczonych potrzeb dla Pani brata. (…) Dowożenie na zajęcia dla Pani brata Jakuba Trepki zorganizuje organ prowadzący - Gmina Zawiercie po uzupełnieniu złożonej do Wydziału Edukacji, niezgodnej dokumentacji o organizację dowozu – czytamy w dokumencie sygnowanym przed doradczynię.

 

Zdaniem urzędniczki, złożone do dokumentacji orzeczenie o potrzebę zajęć rewalidacyjno-wychowawczych zespołowych zostało wydane przez PPP w Olkuszu, „co stanowi niezgodność właściwości organu wydającego orzeczenie i naruszenie §3.3 Rozp. MEN z 18 IX 2008 r. w sprawie orzeczeń i opinii wydawanych przez zespoły orzekające działające w publicznych poradniach psychologiczno-pedagogicznych”.

 

- Wymaganym powyższym przepisem jest orzeczenie wydane przez poradnię w miejscu zamieszkania. Warunkiem organizacji dowozu jest załączenie aktualnie obowiązującego Orzeczenia Poradni Psychologiczno–Pedagogicznej w Zawierciu. Niedopełnienie złożenia aktualnych dokumentów w niezwłocznym terminie (7 dni od daty otrzymania pisma) uniemożliwi organizację dowozu dla Jakuba Trepki zarówno w okresie wakacyjnym, jak i w roku szkolnym 2017/2018 – napisała M. Utracka.

 

Ta decyzja jest zupełnie niezrozumiała dla rodziców i opiekunów niepełnosprawnych dzieci. Rodzice twierdzą bowiem, że w ich przypadku ma zastosowanie §3.2 Rozp. MEN z 18 IX 2008 r. mówiący o tym, że w przypadku uczniów będących już wychowankami ośrodków szkolno-wychowawczych orzeczenia mogą wydawać także poradnie właściwe, jeśli chodzi o siedzibę placówki.

 

– Pierwsze orzeczenie wydała mi Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Zawierciu na okres 5 lat. Orzeczenie to wygasło 2 lata temu. Wtedy poszłam do zawierciańskiej poradni i poprosiłam, żeby wszystkie dokumenty przesłali do PPP w Olkuszu, ponieważ OREW podlega pod tamtą poradnię i zrobiono to bez problemu. PPP w Olkuszu wydało stosowne orzeczenie i Kuba jeździł na nim już dwa lata. Teraz nagle pojawił się jakiś problem i pani Utracka twierdzi, że orzeczenie jest nieważne. To jej zdaniem dwa lata dziecko jeździło na nieważnym orzeczeniu? Z paragrafu, na który się powołuje naczelniczka wynika, że przed rozpoczęciem nauki wydaje zaświadczenie ta miejscowość, w której dziecko mieszka, czyli Zawiercie. Takie zaświadczenie przecież posiadamy. Wcześniej tym się zajmował pan Andrzej Kaźmierczak. Nigdy nie było żadnego kłopotu. Odkąd przyszła pani Utracka cały czas są jakieś problemy. W ubiegłym roku we wrześniu dzieci przez dwa tygodnie nie miały dowozu, chociaż przewoźnicy przystąpili do przetargu. Tłumaczyła nam to wtedy tak, że nie wszyscy zainteresowani się zgłosili. Krążą pogłoski, że podobno chciała, żeby jakiś jej znajomy wygrał, ale się nie udało – przypomina sobie Ewelina Łączkowska, siostra Kuby i jego prawna opiekunka.

 

W jaki sposób poprzez zajęcia w PPP w Zawierciu gmina chciała zrekompensować chorym dzieciom brak możliwości dowozu do Wolbromia, nie udało nam się dowiedzieć.

 

PORADNIA NIE DLA TAK CHORYCH DZIECI

 

- Po tym, jak dowiedziałyśmy się od przewoźniczki, że dowozów nie będzie poszłyśmy do urzędu i usłyszałyśmy, że to w ramach oszczędności. Pani Utracka stwierdziła, że rok szkolny się kończy w czerwcu i ona nie ma obowiązku dawać nam pieniędzy na przejazd, bo to są wakacje. Jak usłyszałam, że urząd chce oszczędności robić kosztem mojego dziecka poczułam się okropnie. Pani Utracka potem nam powiedziała, że może nam dać w poradni (PPP w Zawierciu - przyp. red.) takie zajęcia. Więc się zapytałam czy tam jest pielęgniarka? To powiedziała, że zatrudni. A jak spytałam jaka jest różnica czy da na pielęgniarkę i terapeutę czy dowozy, to powiedziała, że dla niej bardzo duża – relacjonuje mama Amelki, Katarzyna Biała.

 

Poradnia w Zawierciu podlega pod powiat zawierciański, a nie pod gminę. Kwestia ewentualnego zatrudnienia nie leży więc w kompetencjach pani Utrackiej, ani nawet Urzędu Miejskiego w Zawierciu, tylko Starosty Powiatu Zawierciańskiego.

 

- M. Utracka – przyp. red.  nam dała 7 dni na dostarczenie orzeczenia wydanego przez Zawiercie. To jest nierealne! Nawet gdybyśmy chcieli taką opinię uzyskać, to potrzebna jest opinia pedagoga, logopedy, neurologa, a neurolog dziecięcy w Zawierciu na NFZ teraz w ogóle nie przyjmuje. Byłam w poradni, bo nie wiedziałam dlaczego nagle te orzeczenia są niewłaściwe i pani dyrektor skierowała nas do prawnika oświatowego, po czym dowiedziałyśmy się, że takiej specjalizacji w ogóle nie ma – opowiada mama Amelki.

 

- Kuba jest dzieckiem leżącym. Pani Utracka nie ma podstaw, żeby podważać opinie lekarzy z Olkusza. Hydromasaże, hipoterapia, oni mają tam wszystko. Jeździ tam od 6 roku życia. Dziś ma 12 lat. Jak pytałam w Zawierciu czy mi Kubę przyjmą, to powiedzieli, że nie, bo to jest za głęboki stopień upośledzenia. On nie chodzi, nie mówi nic. Przyjęli go do Wolbromia. Tam jest najbliższy tak specjalistyczny ośrodek. Żaden inny ośrodek w okolicy na razie nie jest w stanie zaoferować takiej opieki. W Wolbromiu na 4 dzieci jest terapeutka, pomoc terapeutki i pielęgniarka. Do tamtego ośrodka mamy ogromne zaufanie. Przebierają te dzieci, karmią je. Tutaj ja bym musiała iść, Kubę zanieść, siedzieć 5 godzin, przebierać, karmić. W Zawierciu nie ma nawet neurologa dziecięcego. Czy pedagog będzie wiedział jak się zachować, w przypadku ataku padaczki? Koleżanka była w poradni na zajęciach. Jej dziecko nawet nie weźmie zabawki do rączki, ma przykurcze, a tam jej córce dali modelinę, żeby ją ściskała. Takiemu dziecku trzeba rozmasowywać rączki, żeby nie miało przykurczy, a nie dawać do ściskania modelinę! Ona powiedziała, że dziękuje za takie zajęcia – opowiada pani Ewelina.

 

- Jak Amelka widzi kogoś znajomego to się uśmiecha. Jak nie odpowiada jej otoczenie czy osoby, które chcą ją nakarmić, to nic nie zje, po prostu nie otworzy buzi. W Wolbromiu karmią ją od lat te same osoby. Przypuszczam, że ciężko byłoby jej się przestawić. Nawet tam początki były bardzo trudne. Teraz czuje się tam jak w domu. Zmiany bardzo źle znosi, mogą wystąpić częstsze ataki padaczki. Ona nie może być cały czas w pozycji siedzącej, bo zaraz dostaje ataku. Wtedy wykrzywiają się jej rączki, nóżki i strasznie krzyczy. Trzeba ją wtedy rozmasować. Jak atak nie mija trzeba podać jej leki w postaci wlewki. W Zawierciu żadne przedszkole nie chciało jej przyjąć. Na początku miała zajęcia w domu. Jak miała 5 lat dowiedziałam się o ośrodku w Wolbromiu. Pojechałam tam z papierami i Amelka została przyjęta bez najmniejszego problemu. Dziecko ma przecież obowiązek szkolny – opowiada mama dziewczynki, Katarzyna Biała.

 

Każdy dzień braku zajęć to strata. Zarówno dla dziecka jak i dla rodzica.

 

- Ja nie potrafię robić wszystkich ćwiczeń takich jakie miała w Wolbromiu. Pani Utracka stwierdziła, że w Wolbromiu z edukacyjnych zajęć tylko religia jest. No ale na litość Boską, przecież to dziecko się niczego nie nauczy. Zasadniczą rolę odgrywa tu rehabilitacja. Każdy dzień bez ćwiczeń i zabiegów, to dla nas strata – opowiada pani Katarzyna.

 

Wyjazdy do ośrodka nie tylko pomagały dzieciom, ale także ułatwiały rodzicom uporanie się z codziennymi domowymi obowiązkami.

 

- Amelia mimo, że nie chodzi i nie siedzi, jest tak ruchliwa, że ciężko do toalety wyjść. Jak jest w domu, a na dworze jest brzydka pogoda, to nie mam możliwości wyjść nawet na zakupy, bo nie chcę jej męczyć – dodaje mama dziewczynki.

 

ZNÓW CZARNY PR DLA MIASTA

 

Pytaliśmy urzędników m.in. o to na jakiej podstawie gmina zaproponowała „ciągłość zajęć” w zawierciańskiej poradni. Czy ośródek ten zatrudnia pielęgniarkę, neurologa, terapeutę zajęciowego, rehabilitanta? Czy posiada stosowne pomieszczenia do wykonywania czynności pielęgnacyjnych u dzieci leżących? Osoby takie nie mogą długo przebywać w pozycji siedzącej, czy poradnia posiada na wyposażeniu odpowiednie łóżka? Wszystkie dzieci mają ataki padaczki. Jedna dziewczynka ma je aż kilkanaście razy dziennie. Czy PPP w czasie trwania zajęć mogłaby zapewnić stosowną pomoc medyczną w przypadku ataku?

 

Choć na te pytania urzędnicy powinni znać odpowiedź już wtedy, kiedy oferowali „ciągłość zajęć” w Zawierciu, nie potrafili nam udzielić żadnej odpowiedzi. Dopiero po serii naszych pytań gmina zwróciła się w tej sprawie do Poradni.

 

- Informacja, o którą zwróciliście się Państwo do mnie w dniu 17 lipca br. zawiera pytania, których merytorycznym adresatem jest Dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zawierciu, a więc jednostki organizacyjnej powiatu zawierciańskiego. Wystąpiliśmy jako Gmina Zawiercie do poradni z prośbą o udzielenie informacji w przedmiotowej sprawie. Czekamy na odpowiedź – odpowiedział nam rzecznik Urzędu Miejskiego w Zawierciu M. Wojciechowski, do niedawna doradca prezydenta ds. wizerunku.

 

Swoje oburzenie całą sprawą wyraził na Facebooku Przemysław Trepka, Radny Młodzieżowej Rady Miasta, a prywatnie także brat Kuby. Post tego młodego człowieka udostępniło dotychczas 58 osób i zyskał on 75 polubień.

 

- Zawiercie - miasto dobrych połączeń. Tylko z nazwy. Zawiercie - miasto absurdów, gdzie co chwilę maluje się miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych, a zabiera się dowóz dzieciom niepełnosprawnym do ośrodka rehabilitacyjnego. Zawiercie - miasto, gdzie organizacja Tour de Pologne jest najważniejszym wydatkiem miasta, więc trzeba zaoszczędzić na DZIECIACH niepełnosprawnych. Zawiercie - miasto, gdzie zmusza się do odejścia specjalistów, a na ich miejsca zatrudnia się osoby, które stwarzają tylko problemy. Kolejny raz Pani Utracka utrudnia życie obywatelom, odbiera dowóz dzieciom do ośrodka. Pan Prezydent Grim, gdy przychodzą rodzice i opiekunowie wraz z dziećmi po prostu ulatnia się z budynku urzędu. Pani Utracka przyjmuje rodziców, jednak wychodzi z pretensjami. Porównuje PSOUU Koło w Wolbromiu, gdzie dzieci mają zapewnione rehabilitacje, zajęcia na basenie, zajęcia z psami itp. do poradni psychologiczno - pedagogicznej w Zawierciu. Kolejny raz w tym mieście pokazuje się szacunek do obywateli, niedługo wyborców – czytamy we fragmencie opublikowanego przez Przemka postu.

 

Tuż po tym jak wpis pojawił się w sieci do młodego radnego zwrócił się z prywatnego konta na Facebooku rzecznik urzędu prosząc o kontakt telefoniczny. Okazało się, że próbowano w ten sposób zamknąć młodemu człowiekowi usta.

 

- Kiedy zadzwoniłem pod wskazany numer usłyszałem, że jeśli usunę wpis, pan Wojciechowski załatwi tę sprawę już następnego dnia. Odpowiedziałem mu, że zrobię to, ale dopiero wtedy jak zobaczę konkretne działania. Do dziś nic się nie zmieniło – zaznacza Przemysław Trepka.

 

Wśród pytań, które wysłaliśmy do urzędu było  takie, które dotyczyło bezpośrednio prezydenta Witolda Grima, a mianowicie jakie działania podjął prezydent w tej sprawie?

 

Choć włodarz nie przebywa na urlopie i o sprawie z pewnością wie, nie otrzymaliśmy w tym zakresie żadnej odpowiedzi.

 

- To na plac zabaw dla psów mają, a na dowóz dla mojego dziecka nie mają. Nie skomentuję tego. Jestem wciekła. To jest chore. Jak Amelia we wrześniu nie dostanie dowozu na zajęcia, to chyba będziemy też chodzić na ten plac zabaw dla psów, żeby mogła tam się z pieskami pobawić. Pan prezydent też tam będzie z pieskiem chodził?  – mówi z ironią pani K. Biała.

 

KAŹMIERCZAK POSZEDŁ DO OGRODZIEŃCA, TAM DOWOZY MAJĄ

 

Jedną z obietnic wyborczych prezydenta Witolda Gima było odesłanie na zasłużoną emeryturę tych urzędników, którzy ze względu na wiek mogą już skorzystać z tego przywileju. Jedną z osób, którą na takie „wakacje” wysłano był Andrzej Kaźmierczak, wieloletni naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Miejskiego w Zawierciu. Właściwie od początku kadencji prezydenta Grima mówiono o tym, że naczelnik będzie odchodził. Tak też się stało, gdy miał 67 lat. Zapytany o powody swojej decyzji odparł, że czas ustąpić miejsca młodszym. Zdziwienie nastąpiło jednak, gdy jego stanowisko objęła niewiele młodsza, bo około 60-letnia Maria Utracka, była dyrektor Przedszkola we Włodowicach, Radna Gminy Włodowice w latach 1998-2002, była wizytator Delegatury Kuratorium Oświaty w Sosnowcu, a w 2010 roku także kandydatka do Rady Powiatu Zawierciańskiego (nr 1 na liście nr 25 KWW Praca i Samorządność). Co ciekawe w 2014 roku podczas gali w SP w Kroczycach otrzymała nawet odznakę Gwiazda Szeryfa Praw Dziecka. Dziś o prawa swoich dzieci muszą walczyć z nią rodzice niepełnosprawnych.

 

- W kuluarach urzędu mówi się, że z panią Utracką są same problemy i naczelnikowi Kaźmierczakowi kazano odejść na emeryturę, aby zwolnić miejsce właśnie dla pani Utrackiej, która także nabyła już prawa emerytalne (jest już po 60.) – komentują mieszkańcy Zawiercia.

 

- Wcześniej inny naczelnik się tym zajmował i było wszystko w porządku, a teraz jakieś problemy robią. W tym roku trzeba było wypełnić jakieś dziwne wnioski, pytali nas dlaczego chcemy, żeby tam były dzieci dowożone, kto ma je dowozić. Wcześniej pisaliśmy to odręcznie, to były dosłownie 2 zdania, a teraz takie cyrki robią – mówią opiekunowie chorych dzieci.

 

Dopóki obowiązki naczelnika pełnił Andrzej Kaźmierczak, rodzice nie mieli podobnych problemów. Przez wiele lat dzieci mogły korzystać z dowozów od września do końca lipca. Obecnie pan Kaźmierczak pracuje na ćwierć etatu w Ogrodzieńcu na stanowisku inspektora. Gmina Ogrodzieniec nie widziała żadnych przeszkód w tym, żeby zapłacić za dowóz 3900 zł i tym samym w lipcu zapewnić dowóz do Wolbromia dla mieszkającej tam dziewczynki, choć także posiada orzeczenie wydane przez PPP w Olkuszu. Taka sama kwota okazała się już problematyczna dla Zawiercia.

 

ŚRODOWISKO OBURZONE WYDANĄ DECYZJĄ

 

Rodzice nie dali za wygraną i poprosili o pomoc zarówno Śląskiego jak i Małopolskiego Kuratora Oświaty. Bezpośrednio zwrócili się także do samej M. Utrackiej.

 

- Jeszcze raz proszę o podjęcie niezwłocznej interwencji, ponieważ nie chciałabym, aby przez bezduszność i złą wolę urzędniczki z Urzędu Miejskiego w Zawierciu mój brat nie mógł kontynuować edukacji i rehabilitacji, a tym samym obowiązku szkolnego w OREW Wolbrom – czytamy w piśmie Eweliny Łączkowskiej skierowanym do Śląskiego Kuratora Oświaty.

 

Choć rodziny wcześniej próbowały przedstawić swoje racje podczas osobistego spotkania z naczelniczką, postanowiły ponownie zwrócić się do niej pisemnie nie zgadzając się ze stwierdzeniem dotyczącym nieważności orzeczenia wydanego przez Olkusz.

 

- Nie wiem na jakiej podstawie prawnej wskazuje pani, że dalsza edukacja i rehabilitacja mojego brata ma odbyć się w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zawierciu, a nie w OREW w Wolbromiu. Przypomnę pani, że OREW Wolbrom, w którym mój brat realizuje obowiązek szkolny jest placówką, która zapewnia wszechstronny rozwój, edukację i rehabilitację Jakuba. Poza tym jest placówką niepubliczną, nieferyjną, a więc zajęcia odbywają się także w czasie ferii zimowych oraz w lipcu. Takie działanie pani narusza postanowienie art. 70 ust. 3 Konstytucji RP tj. „Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne” – zwróciła się bezpośrednio do naczelniczki siostra Kubusia.

 

Zdziwienia z takiego postępowania urzędników z Zawiercia nie kryli także przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, które prowadzi ośrodek w Wolbromiu.

 

- Placówka jest niepubliczna i pracuje w okresie ferii zimowych i letnich z wyjątkiem przerwy urlopowej sierpniowej. Rodzice, którzy są założycielami Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną powołując tego typu placówki do życia (bo takich placówek jak OREW-y mamy w Polsce blisko 70) z góry założyli, że mają one jak najdłużej pracować dla ich dzieci. Nie ma wiec ferii letnich, zimowych z wyjątkiem ustalonego wcześniej przez pracodawcę miesiąca urlopowego. Gminy zasadniczo powinny dowozić dzieci. W tym przypadku mało, że gmina odmówiła dowozu, to z tego co wynika z pism wydział edukacji w dwóch przypadkach zaczął kwestionować wydane orzeczenia do zajęć rewalidacyjno-wychowawczych, do czego gmina nie ma żadnych mocowań prawnych. Jeśli nawet te orzeczenia są źle wydane – choć w naszej ocenie absolutnie są prawidłowo wydane – to istnieje właściwy organ, który może dokonać oceny. W tym przypadku powinien to zrobić właściwy miejscowo kurator oświaty. Kiedy dziecko jest już przyjęte na podstawie orzeczenia, w dalszym postępowaniu takie orzeczenie wydaje poradnia właściwa jeśli chodzi o miejsce kształcenia. W tym przypadku jest to poradnia olkuska. Nie zdarzyło się, żeby było to inaczej robione. OREW jest placówką oświatową kontrolowaną przez Kuratorium Oświaty w Krakowie. Jeśli ktokolwiek chce zakwestionować orzeczenie, to jest droga prawna. Żadna gmina w Polsce, żaden organ prowadzący nie ma podstaw, żeby kwestionować orzeczenia. To jest w rękach organu sprawującego nadzór pedagogiczny, który mógłby prawnie cokolwiek zakwestionować – podkreśla Zbysław Owczarski, Członek Zarządu Koła PSONI w Wolbromiu, Dyrektor Biura Obsługi Placówek, a także wieloletni naczelnik Wydziału Edukacji w Wolbromiu.

 

Warto dodać, że jeśli wniosek zostałby złożony przez wnioskodawcę (rodziców, opiekunów) do poradni niewłaściwej miejscowo, dyrektor poradni niezwłocznie musiałby przekazać wniosek do tej poradni, w której działa zespół właściwy do rozpatrzenia wniosku. O swojej decyzji dyrektor musiałby także poinformować wnioskodawcę, a taka sytuacja w tym przypadku nie miała miejsca.

 

Choć ośrodek w Wolbromiu liczy w chwili obecnej 140 wychowanków to problem z jakim borykają się rodzice chorych dzieci z Zawiercia jest ewenementem.

 

- Mamy taki pierwszy przypadek. Na ten moment jest 140 wychowanków i wszyscy muszą mieć orzeczenia do zajęć rewalidacyjno–wychowawczych bądź do zajęć kształcenia specjalnego. Ośrodek istnieje od 2002 roku i to jest pierwsza taka sytuacja. Jesteśmy zdumieni. Każdy organ działa na podstawie przepisów prawa i nie może pisać do rodziców, że to jest ważne czy nie ważne, bo do tego trzeba mieć ustawowe kompetencje – dodaje Owczarski.

 

Dyrektora Biura Obsługi Placówek, który przez wiele lat piastował także stanowisko naczelnika Wydziału Edukacji w Wolbromiu, bardzo dziwi zachowanie „koleżanki” po fachu.

 

- Jestem zdumiony, że tak można podchodzić do rodzica. W piśmie, które nam udostępniono odmawiając dowozu do placówki w Wolbromiu, sugeruje rodzicom, że te zajęcia w lipcu będą prowadzone przez PPP w Zawierciu. Tylko na jakiej zasadzie? Te dzieci pozostają w dalszym ciągu wychowankami OREW-u w Wolbromiu. Musieliby rodzice napisać wniosek, że rezygnują z tej placówki. Nie wiem jakie zajęcia bliżej nieokreślone mogą realizować  przez poradnię. To rodzice mają prawo – nawet konstytucyjne - do wyboru placówki niepublicznej. Nie może urzędnik wskazywać co jest lepsze dla ich dzieci, a co nie, bo przekracza swoje kompetencje. Wszystkie organy oświatowe powinny pracować na rzecz dzieci, a nie przeciwko nim. Powinny wsłuchiwać się w rację rodziców, gdzie dziecku będzie najlepiej. To pierwszy taki przypadek mamy. Dziwię się, że można takie stanowisko zajmować – komentuje Zbysław Owczarski.

 

Do czasu składu gazety nie udało nam się uzyskać odpowiedzi w tej sprawie z Kuratorium Oświaty w Krakowie, Kuratorium Oświaty w Katowicach oraz Urzędu Miejskiego w Zawierciu.

 

- Pani Maria Utracka Pełnomocnik Prezydenta ds. Oświaty aktualnie przebywa na planowanym urlopie do dnia 24 lipca br. Po tej dacie zostanie Państwu przekazana wyczerpująca odpowiedź na wszystkie pytania w tym te, o które zwróciliśmy się do jednostki będącej poza strukturami Urzędu Miasta Zawiercie – poinformował nas Marcin Wojciechowski.

 

Kiedy trwał dramat niepełnosprawnych dzieci i ich rodzin w Zawierciu odbyła się konferencja „Za życiem” dotycząca programu kompleksowego wsparcia dla rodzin. Podczas spotkania przedstawiciele gminy dumnie mówili o tym jak Zawiercie dba o seniorów, jak wspiera osoby niepełnosprawne. Rzeczywistość okazała się diametralnie  inna.

 

Justyna Banach - Jasiewicz

 



Galeria zdjęć

Komentarze