Kurierzawiercianski.pl

REKLAMA

SKUTKI SYTUACJI JAKA POWSTAŁA W ZWIĄZKU Z NIEWYBRANIEM ZARZĄDU POWIATU

Tomasz | 2019-08-17 08:20

Redakcja Kuriera Zawierciańskiego w opublikowanych artykułach na temat sytuacji w zawierciańskim samorządzie -bezsprzecznie poruszyła niezwykle ważny problem. Zarząd w niepełnym składzie – to nie Zarząd. A jeżeli tak, to uchwały przez niego podjęte, są niczym innym jak aktami prawa miejscowego wydanymi przez nieistniejący organ. Rodzą się zatem pytania co ze zlikwidowanymi przychodniami zdrowia, albo osobami zwolnionymi z pracy na podstawie „uchwał” takiego „Zarządu”? Czy w sensie prawnym one istnieją? Czy obowiązują?


 

Odpowiedź, jak się wydaje powinna być jedna. Skoro Zarządu nie ma, to tym samym nie ma podjętych przez niego uchwał. Nie można ich jednak zignorować, wychodząc z założenia, że po prostu nie istnieją. Taka taktyka nie doprowadzi bowiem do unicestwienia wywołanych przez nie skutków. Stwierdzić ich nieważność musi bowiem sąd, albo organ nadzoru, czyli wojewoda.


 

Co zatem zrobić? Najlepszym rozwiązaniem, w przypadku gdy dana uchwała w sposób niekorzystny wpływa na prawa lub obowiązki mieszkańców, będzie jej zaskarżenie do sądu administracyjnego. Np. w sytuacji gdy na mocy „uchwały” nieistniejącego „Zarządu” zlikwidowano przychodnię zdrowia ograniczając tym samym konstytucyjne prawo równego dostępu do opieki zdrowotnej.


 

Interes prawny – to niestety klucz do rozpoczęcia walki na drodze sądowej. Należy bowiem pamiętać, iż skuteczne zaskarżenie konkretnej uchwały wymaga wykazania nie tylko swoich racji, ale również interesu prawnego. Nie wystarczy jedynie obywatelska troska o obiektywny porządek prawny. Takie jest ugruntowane orzecznictwo sądów administracyjnych, które troskę o porządek prawny, niejako nakazują pokładać w wojewodach i ich rozstrzygnięciach nadzorczych.


 

Trudno się zatem spodziewać, że sąd administracyjny przyzna rację temu, kto chciałby np. górnolotnie, w imię prawa, zaskarżyć wszystkie uchwały zawierciańskiego „Zarządu”. W przypadku niewykazania interesu prawnego, sądowa batalia nawet się bowiem nie rozpocznie.


 

Nie ulega jednak wątpliwości, iż wojewoda, w ramach przysługujących mu uprawnień, powinien, jedna po drugiej, stwierdzać nieważność takich „uchwał”. Co może potrwać… biorąc pod uwagę, iż „Zarząd” w dalszym ciągu, jak wynika z udzielonych mi informacji, podejmuje nowe „uchwały”. Jest to zjawisko skądinąd osobliwe, albowiem z punktu widzenia prawa jedynym uprawnionym do działania zarządem w Zawierciu jest – poprzedni Zarząd, który powinien działać do czasu skutecznego wyboru nowego.


 

Co jednak zrobić, gdy nie stać nas na komfort oczekiwania, aż wojewoda wydając rozstrzygnięcie nadzorcze stwierdzi nieważność uchwały? Taka sytuacja w szczególności może dotyczyć np. osób zwolnionych z pracy w starostwie lub podległych mu placówkach. Czy w każdym przypadku istnieje szansa na przywrócenie do pracy lub odszkodowanie? Jednoznacznej odpowiedzi niestety nie ma. Największe szanse na sukces mają osoby, które zostały zwolnione z pracy na skutek „uchwał” „Zarządu”. Tutaj sprawa wydaje się oczywista, bo mówiąc wprost w sensie prawnym nieistniejący Zarząd nie mógł podjąć żadnej uchwały. Osoby poszkodowane takimi „uchwałami” swoich praw mogą zatem dochodzić zarówno przed sądem administracyjnym – doprowadzając do stwierdzenia nieważności konkretnej uchwały czy uchwał, oraz -jak się wydaje- również przed sądem pracy – wnosząc powództwo o przywrócenie do pracy.


 

Dla osób rozważających powództwo do sądu pracy, istotne znaczenie ma jednak termin. Należy bowiem pamiętać, iż czas na wytoczenie powództwa o przywrócenie do pracy nie jest nieskończenie długi. Ustawodawca daje zwolnionemu pracownikowi 21 dni. Stanowi o tym art. 264 Kodeksu Pracy. Czy to oznacza, iż po tym terminie powództwo nie ma żadnych szans? Nie. Należy jednak pamiętać, iż równocześnie z wniesieniem pozwu o przywrócenie do pracy będzie trzeba złożyć również wniosek o przywrócenie terminu do wniesienia takiego pozwu. Okoliczności go uzasadniające trzeba będzie w toku procesu udowodnić. Im większe przekroczenie terminu, tym będzie to trudniejsze. Sąd przywróci bowiem termin jedynie wówczas, gdy za jego przekroczenie pracownik nie ponosi winy.


 

Brak winy pracownika w przekroczeniu terminu z art. 264 § 2 Kodeksu Pracy należy analizować w płaszczyźnie subiektywnej oceny stanu rzeczy pracownika, zwłaszcza z uwzględnieniem stopnia jego wykształcenia i posiadanej wiedzy prawniczej oraz doświadczenia życiowego, a także z uwzględnieniem obiektywnego miernika staranności, jakiej można wymagać od strony dbającej należycie o swoje interesy.


 

Sąd Najwyższy w wyroku z 02.04.2008 r., sygn. II PK 274/07 wyraził pogląd, iż mając na względzie słuszny interes pracownika i fakt, że terminy przewidziane w art. 264 Kodeksu Pracy dla dochodzenia roszczeń są wyjątkowo krótkie, co może prowadzić do ujemnych ze względów społecznych następstw dla pracownika, z przyczyn przez niego niezawinionych, usprawiedliwione jest stanowisko, iż samo wniesienie pozwu po upływie terminu należy traktować jako zawierające implicite wniosek o jego przywrócenie.


 

Jakie okoliczności usprawiedliwiające przekroczenie przez pracownika terminu mogą być zatem uznane? W szczególności, w oparciu o orzecznictwo można wskazać iż do najważniejszych należą: prowadzenie przez pracownika, któremu wypowiedziano umowę o pracę, z kierownictwem zakładu pracy rozmów co do ewentualnego zatrudnienia go na innym stanowisku, błędne pouczenie pracownika o prawie odwołania się do sądu pracy czy zaburzenia psychiczne. Oczywiście nie jest to katalog zamknięty. Przyczyn może być wiele. Każdorazowo, w zależności od okoliczności faktycznych danej sprawy – o przywróceniu terminu zdecyduje Sąd po zapoznaniu się z argumentacją strony.


 

Problematyczna wydaje się natomiast kwestia zwolnienia z pracy w sytuacji gdy była to indywidualna decyzja samego starosty. W takim przypadku – pójście do sądu przez zwolnionego pracownika – może okazać się rozwiązaniem, które nie przyniesie spodziewanych rezultatów. W takim przypadku droga administracyjna jest wyłączona, nie mamy bowiem ani uchwały ani nawet decyzji administracyjnej, która mogłaby zostać zaskarżona do sądu administracyjnego. Pozostaje Sąd Pracy, który w przypadku bezprawnego lub niesłusznego zwolnienia może przywrócić pracownika do pracy.


 

Indywidualna decyzja starosty nie ma jednak żadnego związku z działaniami niekompletnego a co za tym idzie nieistniejącego „Zarządu”. Starosta został wybrany w Zawierciu w sposób prawidłowy. Jego decyzje o zwolnieniu danej osoby z pracy są zatem ważne. Podobnie jak np. te o wydaniu prawa jazdy. Można się zastanawiać czy merytorycznie prawidłowe. Ale to zupełnie odrębna kwestia i wymagająca szczegółowej analizy poszczególnych przypadków.


 

Niezwykle ważne w takich sytuacjach jest bowiem rozróżnienie funkcji starosty od funkcji przewodniczącego Zarządu Powiatu. Mimo, iż de facto pełni je jedna osoba, to w sensie prawnym, w zależności od tego w jakiej roli ona występuje, będzie to w realiach niniejszej sprawy okoliczność przesądzająca o ważności poszczególnych jej decyzji.


 

Paweł Matyja


 

autor jest prawnikiem, który pomógł przygotować pierwszą skargę złożoną na uchwałę Rady Powiatu dotyczącą przychodni przy ul. Niedziałkowskiego. Wkrótce ukaże się też jego artykuł w Dzienniku Gazeta Prawna dotyczący sytuacji w Zawierciu, w związku z brakiem działania Wojewody Śląskiego który nie wydaje Obwieszczenia o rozwiązaniu Rady Powiatu Zawierciańskiego z mocy prawa.


 


Komentarze