Kurierzawiercianski.pl

TRUDNO KIEROWAĆ SIĘ ETYKĄ, KIEDY „NIE MA SIĘ Z CZEGO ŻYĆ”

Tomasz Urbański | 2017-09-22 11:23

(Zawiercie, Myszków) Za nami dwie kolejne rozprawy w sprawie tzw. „zawierciańskiej afery korupcyjnej”. Podczas dwóch rozpraw – 31 sierpnia i 18 września – sędzia Karol Gondro wysłuchał zeznań blisko 10 świadków. Niektórzy z nich potwierdzają wręczanie drobnych prezentów byłemu prezydentowi miasta Ryszardowi Machowi, w ramach podziękowania np. za pomoc w znalezieniu pracy. Świadkowie w ten sposób dziękowali, choć przyznają, że nie wiedzą, czy były prezydent miał realny wpływ na ich sytuację oraz czy rzeczywiście mieli za co dziękować byłemu włodarzowi miasta. Większość przesłuchanych w sierpniu i wrześniu świadków skupiła się w swoich zeznaniach na przetargu na budowę 12 domów socjalnych w Zawierciu-Kromołowie z 2013 roku., czyli tzw. „Gnijącego osiedla”.

 

Pierwszymi świadkami, których ostatniego dnia sierpnia wysłuchał sędzia Karol Gondro była Ewa Z. oraz jej siostrzeniec Marcin P., który w poprzedniej kadencji był miejskim radnym. Ich zeznania odnosiły się do próśb o pomoc w znalezieniu pracy, jakie do ówczesnego prezydenta Macha miał kierować radny. Jak wyjaśniała Ewa Z., w Urzędzie Miejskim w Zawierciu odbyła roczny staż (w 2012 roku). Jej siostrzeniec - będący w tamtym czasie radnym - miał jednak najpierw zaproponować, że pomoże cioci w poszukiwaniu pracy i zapyta włodarza miasta, czy nie znalazłoby się dla cioci jakieś miejsce na staż w urzędzie. Jak podkreślała kobieta, nie wie czy rozmowa siostrzeńca z ówczesnym prezydentem faktycznie miała jakikolwiek wpływ na jej sytuację zawodową. Z zeznań kobiety wynika, że staż w zawierciańskim magistracie zorganizowany został przez Powiatowy Urząd Pracy, w którym Ewa Z. figurowała wówczas jako osoba bezrobotna.

 

W zeznaniach, które Ewa Z. składała w czasie śledztwa pojawił się również wątek podziękowania byłemu prezydentowi za staż w zawierciańskim magistracie. Ze słów kobiety wynika, że po rozpoczęciu stażu zaproponowała swojemu siostrzeńcowi, by w ramach podziękowania kupił coś włodarzowi. Ewa Z. miała przekazać Marcinowi P. kwotę 50 zł, za którą ten - jak wynika z zeznań obojga świadków - zakupił alkohol i zaniósł go prezydentowi Machowi.

 

RADNY NIE WIDZI NIC ZŁEGO   W DAWANIU ŁAPÓWEK!

 

Były radny potwierdził słowa swojej cioci, opisując również jak zwrócił się do Ryszarda Macha z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy dla niego samego. Rozmowa miała zostać przeprowadzona w 2013 roku. Jak zeznawał Marcin P., były prezydent niczego nie obiecywał, powiedział jedynie, że „zorientuje się, czy jest możliwość jakiejś pomocy”. Jakiś czas później radny otrzymał informację, że na temat ewentualnego zatrudnienia może porozmawiać z dyrektorką szpitala w Zawierciu Małgorzatą Guzik, co też uczynił. Mężczyzna umówił się na spotkanie z ówczesną szefową zawierciańskiej lecznicy, na które zabrał ze sobą swoje CV. Dyrektorka przekazała radnemu, że będzie mogła go zatrudnić w dziale technicznym, o ile będzie taka możliwość. Udało się i mężczyzna podjął pracę w połowie 2013 roku, około miesiąc po rozmowie z dyrektorką szpitala. Z zeznań byłego radnego wynika, że nikt nie sugerował mu, by podziękował za cokolwiek. Ten mimo wszystko postanowił okazać wdzięczność za to, że udało mu się znaleźć pracę. - Jedyne co okazałem, to - tak jak każdy - zamiast kwiatków podarowałem jakąś butelkę z alkoholem panu Ryszardowi. Kiedy ją dawałem nie chciał absolutnie tego przyjąć, ja to po prostu zostawiłem i wyszedłem – wyjaśniał 31 sierpnia Marcin P.

 

Podkreślał, że on i jego ciocia nie zdawali sobie sprawy z tego, że wręczenie byłemu prezydentowi alkoholu może być czymś złym. Mężczyzna zapewniał, że gdyby kilka lat temu wiedział, że sprawa się tak potoczy, to nigdy by tego nie zrobił. - Nie wiedziałem, że jest to jakieś wykroczenie. Wiem, że ludzie - nie mówię tego w stosunku do pana Macha, ale ogólnie - stosują taką formę podziękowania - alkohol zamiast kwiatów - dodawał mężczyzna. Na pytanie prokuratora Jacka Otoli, czy taki sposób poszukiwania pracy jest etyczny, świadek odpowiedział: - Nie mam zdania na pytanie, czy prośba o pracę w takiej sytuacji jest etyczna, trudno kierować się etyką, kiedy nie ma się z czego żyć.

 

Marcin P. stwierdził też, że nie wie, czy Ryszard Mach realnie pomógł radnemu oraz jego cioci w znalezieniu zatrudnienia, a zakładając, że mógłby pomoc, Marcin P. nie potrafił wyjaśnić w jaki sposób były prezydent mógłby to uczynić.

 

KOSZ ZE SŁODYCZAMI ZA MIESZKANIE KOMUNALNE?

 

Kolejnym świadkiem podczas sierpniowej rozprawy był Mariusz H. Zeznania mężczyzny odnosiły się do zarzutów dotyczących podpisania umowy najmu mieszkania komunalnego w Zawierciu, o czym więcej mówiły dwie przesłuchiwane 22 czerwca kobiety. Potwierdziły one wówczas, że w 2013 roku obu prezydentom zaniosły „prezenty” w ramach wdzięczności za przydział mieszkania. Wśród zarzutów, jakie postawiono byłemu prezydentowi Machowi znalazł się ten mówiący o tym, że samorządowiec miał latem 2013 roku przyjąć od jednej z mieszkanek kosz z alkoholem i słodyczami o wartości około 150 zł w zamian za pomoc dla jej córki w przydziale mieszkania komunalnego, choć kobieta nie spełniała warunków do przydziału lokalu. Z kolei ówczesny zastępca Ryszarda Macha, a obecnie dyrektor Miejskiego Zespołu Obsługi Ekonomiczno-Administracyjnej Szkół w Zawierciu Marek K. oskarżony jest o to, że przyjął korzyść majątkową w wysokości 1000 złotych w zamian za skierowanie podpisania umowy najmu. Przesłuchany 31 sierpnia Marcin H. potwierdził zeznania, które kobiety złożyły dwa miesiące wcześniej. Mężczyzna twierdził, że Magdalena K. - jego była partnerka - chcąc podziękować za przydział mieszkania przygotowała dwie koperty, a do każdej z nich włożyła po tysiąc złotych. Prezenty miała zanieść do urzędu matka kobiety, by w tej formie podziękować Ryszardowi Machowi oraz Markowi K. Z zeznań świadka wynika, że były prezydent nie zgodził się na taki wyraz wdzięczności i nie przyjął koperty, natomiast w przypadku jego zastępcy matka Magdaleny K. miała włożyć kopertę z gotówką Markowi K. do kieszeni marynarki. W związku z tym, że prezydent Mach odmówił przyjęcia gotówki, kobiety zdecydowały się wręczyć mu kosz ze słodyczami i alkoholem. Marcin H., opisując wydarzenia sprzed czterech lat wyjaśniał, że nigdy nie był świadkiem wręczania korzyści majątkowych, a o wszystkim dowiedział się z ustnej relacji swojej ówczesnej partnerki oraz jej matki. Mężczyzna w swoich zeznaniach nawiązał również do tego, jakoby Magdalena K. miała w dokumentach podać zaniżony metraż mieszkania, w którym mieszkała czekając na przydział lokalu komunalnego. Mężczyzna zapewniał, że on sam nie miał z tym nic wspólnego - nie inicjował wpisywania nieprawdziwych danych w dokumentach, a nawet stwierdzał, że przestrzegał swą partnerkę, że „tak nie wolno”. Ostatecznie kobieta otrzymała mieszkanie w czerwcu 2013 roku. W marcu 2014 roku Marcin H. miał zgłosić się do CBA, by wyjawić nieuczciwą sytuację, o której wiedział. Na pytania obrońców czym się kierował idąc na policję oraz dlaczego dopiero po kilku miesiącach zdecydował się podzielić wiedzą o przydziale mieszkania uznał, że idąc na spotkanie z policjantem kierowała nim uczciwość. Miesiące zwłoki tłumaczył tym, że dopiero w marcu dowiedział się, „że takie rzeczy można zgłaszać”.

 

INWESTYCJA BUDOMIXU NIE RÓŹNIŁA SIĘ NA GRUNCIE FINANSOWYM OD INNYCH

 

W czwartek 31 sierpnia swoje zeznania złożyli również Arkadiusz I. oraz Katarzyna F., pracownicy  Urzędu Miejskiego w Zawierciu. Skarbnik i pracownica wydziału księgowości budżetowej opisywali jak wyglądają procedury dotyczące zaciągania zobowiązań finansowych przez gminę, umów z inwestorami wykonującymi zadania dla miasta oraz płatności za faktury. Arkadiusz I. zeznał, że w przypadku inwestycji z 2013 roku (budowa 12 domów socjalnych w Kromołowie), którą wykonywała firma Budomix Czesława I. świadek  nie zauważył niczego niecodziennego. Skarbnik wyjaśniał, że wcześniejsze płatności za faktury są często dokonywane, podobnie miało być przy inwestycji realizowanej przez Budomix. Arkadiusz I. zapewniał, że nie zauważył, by Czesław I. był w jakikolwiek sposób - na gruncie finansowym - faworyzowany przez ówczesnego prezydenta. W podobnym tonie wypowiadała się pracująca w wydziale księgowości budżetowej Katarzyna F. Kobieta wyjaśniała procedurę dotyczącą próśb przedsiębiorców o wcześniejszą zapłatę faktur. Jak zeznawała na wcześniejszym etapie postępowania urzędniczka nie przypomina sobie, by w związku z firmą Budomix miały miejsce jakieś szczególne wydarzenia.

 

WRZESIEŃ:  ROZPRAWA  ZDOMINOWANA PRZEZ TEMAT PRZETARGU SPRZED CZTERECH LAT

 

Podczas poniedziałkowej rozprawy 18 września swoje zeznania złożyło łącznie pięcioro świadków. Ich zeznania dotyczyły przetargu na budowę 12 domów socjalnych w Zawierciu-Kromołowie oraz w dalszej kolejności rozpoczęcia prac przy tej inwestycji. Troje spośród świadków to urzędnicy pracujący w zawierciańskim magistracie. Dwoje pozostałych to z kolei osoby związane z branżą budowlaną. Świadkowie byli zgodni w kwestii znajomości byłego prezydenta z przedsiębiorcami Czesławem I. oraz Bartłomiejem K. – jak zeznawali nie słyszeli nigdy, by mężczyzn łączyły koleżeńskie relacje lub by przedsiębiorcy powoływali się w rozmowach z przedstawicielami miasta na znajomość z prezydentem Machem.

 

Wojciech D., który w latach 2012-2013 stał na czele wydziału rozwoju i promocji miasta w UM w Zawierciu zapewniał w Sądzie Rejonowym w Myszkowie, że nigdy nie spotkał się z tym, by Bartłomiej K. powoływał się na bliższą znajomość z byłym prezydentem lub by Ryszard Mach polecał mu Bartłomieja K. W swych zeznaniach opisywał kontakty urzędu z potencjalnymi inwestorami, zainteresowanymi działkami należącymi do gminy oraz procedury temu towarzyszące. Wspominał również o możliwych ulgach podatkowych dla przedsiębiorców, które są z góry określone uchwałą rady miasta oraz o ulgach, które inwestorom może zaoferować urząd pracy. Wojciech D. zaznaczył, że wskazywane przez niego formy pomocy nie są zależne od urzędników miejskich. Stwierdził również, że przyznanie ulg, które oferował urząd pracy nie mogło być zależne od prezydenta miasta, jako że jest to kompetencja Powiatowego Urzędu Pracy.

 

Naczelnik Wydziału Zamówień Publicznych UM Zawiercie Jarosław F. przybliżył z kolei szczegóły przetargu z 2013 roku. Jak opisywał mężczyzna, w sprawie budowy 12 domów socjalnych miały miejsce dwa postępowania przetargowe, z czego pierwsze zostało unieważnione, ponieważ najkorzystniejsza z ofert była za droga dla inwestora, czyli gminy Zawiercie. Krótko po unieważnieniu pierwszego postępowania, ogłoszono drugi przetarg. Niektóre z firm, które zgłosiły się do pierwszego postępowania, uczestniczyły też w drugim przetargu. Świadek potwierdził również, że do zawierciańskiego magistratu wpłynął faks (którego obecnie nigdzie już nie ma), w którym jedna z firm z Częstochowy poinformowała zawierciańskich urzędników, że na terenie inwestycji są prowadzone jakieś prace jeszcze przed oficjalnym zakończeniem przetargu. Zdaniem Jarosława F. szef Budomixu Czesław I. mógł przypuszczać, że wygra przetarg, jeszcze przed ogłoszeniem jego wyników, bo jego oferta była najkorzystniejsza, a postępowanie przetargowe było jawne. Jeśli chodzi z kolei o faks, którego obecnie nigdzie nie ma, to Jarosław F. stwierdził, że w tamtym czasie faksy napływające do Urzędu Miejskiego w Zawierciu nie były rejestrowane, jednak jak dodał, on sam rejestruje faksy dotyczące prowadzonych przez niego postępowań, nawet jeśli nie ma takiego obowiązku.

 

Trzecią przesłuchaną we wrześniu osobą z ramienia zawierciańskiego magistratu była Lidia P., która w przypadku inwestycji z 2013 roku pełniła funkcję inspektora nadzoru branży budowlanej. Podobnie do pozostałych świadków potwierdziła, że do urzędu dotarł faks  informujący o rozpoczęciu prac przed oficjalnym rozstrzygnięciem przetargu. Ze słów kobiety wynika, że informacje zawarte w faksie zostały sprawdzone i okazały się prawdą. - Był ściągnięty humus. Nigdy wcześniej ani później się z taką sytuacją nie zetknęłam. Nie wiem dlaczego tak się stało - wyjaśniała kobieta. Lidia P. zeznała również, że nie wie kto miałby zezwolić wykonawcy Czesławowi I. na wcześniejsze wejście na teren budowy. Jej zdaniem niewykluczone jest to, że przedsiębiorca sam zdecydował o podjęciu takiego kroku, bez niczyjej zgody. Ponadto Lidia P. stwierdziła, że wg jej oceny takie prace, jakie zostały przeprowadzone jeszcze przed podpisaniem umowy pomiędzy miastem a przedsiębiorcą nie wymagają odnotowania w dzienniku budowy. W swych zeznaniach kobieta dodała również, że nie ma żadnej wiedzy na temat relacji pomiędzy byłym prezydentem Ryszardem Machem a przedsiębiorcą Czesławem I.

 

WYSŁALI FAKS, NIE LICZĄC NA ZMIANĘ ROZSTRZYGNIĘCIA PRZETARGU

 

Sędzia Karol Gondro podczas ostatniej rozprawy wysłuchał również relacji Radosława M., który w 2013 roku był przedstawicielem konsorcjum biorącego udział w przetargu na budowę domów socjalnych w Kromołowie. Jak opisywał mężczyzna, dowiedział się o tym, że na terenie inwestycji są prowadzone prace przed rozstrzygnięciem przetargu zupełnie przypadkiem. Z drugim członkiem konsorcjum Radosław M. pojechał do Zawiercia na teren przyszłej budowy. Mężczyźni mieli spostrzec, że na tym terenie znajduje się już sprzęt zbierający ziemię. Choć Radosław M. przewidywał, że reprezentowane przez niego konsorcjum nie wygra przetargu, postanowił powiadomić zawierciański magistrat o swoim odkryciu. Z relacji mężczyzny wynika, że nie robił nic więcej w tej sprawie, nie liczył też na to, że wynik przetargu może jeszcze ulec zmianie. Jak dodawał, nie przypomina on sobie, by jeszcze kiedyś zetknął się z sytuacją, w której na terenie inwestycji ktoś zaczyna prowadzić prace zanim zostaną ogłoszone oficjalne wyniki przetargu.

 

KIEROWNIK ROBÓT KOLEJNYM ŚWIADKIEM POTWIERDZAJĄCYM WEJŚCIE NA TEREN BUDOWY PRZED PODPISANIEM UMOWY

 

Ostatnim przesłuchanym 18 września świadkiem był Krzysztof D., który pracował w firmie Budomix, gdy ta realizowała miejską inwestycję w Kromołowie. Pracował jako kierownik robót, a pracę w przedsiębiorstwie Czesława I. rozpoczął w maju 2013 roku, kiedy rozpoczynała się realizacja inwestycji, polegającej na budowie 12 domów socjalnych. Z zeznań mężczyzny wynika, że po raz pierwszy na teren budowy przyjechał krótko przed podpisaniem umowy (ok. 2 lub 3 dni). Zauważył, że na terenie, na którym miała ruszyć budowa znajdowały się już jakieś maszyny. Krzysztof D. miał powiadomić o tym kierownika budowy Krzysztofa G., jednego z oskarżonych w toczącym się procesie. Z zeznań świadka wynika, że kierownik budowy był zaskoczony informacją, jaką przekazał mu pracownik Budomixu, bowiem nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że wykonawca rozpoczął już jakieś prace na terenie inwestycji zanim podpisana została umowa. Zdaniem Krzysztofa D., ściągnięcie humusu powinno być pierwszą pracą wykonaną na terenie inwestycji po geodezyjnym wytyczeniu budynków i czynność ta powinna zostać odnotowana w dzienniku budowy.

 

Kolejni świadkowie zostaną przesłuchani w Sądzie Okręgowym w Częstochowie pod koniec października. Posiedzenie to będzie niejawne, ponieważ sąd będzie się zapoznawał z tajnymi materiałami służb specjalnych zgromadzonymi w śledztwie.

 

Edyta Superson

 


Komentarze