Kurierzawiercianski.pl

REKLAMA

W SPRAWIE ROWÓW NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO

Tomasz | 2019-10-08 08:20

(Gniazdów, gm. Koziegłowy) Na naszych łamach poruszyliśmy kiedyś sprawę rowów przy ul. Dzielnej w Gniazdowie. Jeden z mieszkańców tej ulicy skarży się, że część rowów została zasypana przez niektórych mieszkańców, którzy w dodatku podłączyli wyloty swoich szamb do rowu. Sprawa niczym piłka ping-pongowa odbija się od mieszkańca do gminy, od gminy do mieszkańca. Kwestia dotycząca rowów trafiała już do Zakładu Usług Komunalnych, Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, jak również Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Częstochowie. W gruncie rzeczy w tej sprawie od trzech lat nic się nie zmieniło. Gmina twierdzi, że mieszkaniec nie ma żadnych dowodów na poparcie swoich tez, a oględziny miejsca przez urzędników nie potwierdzają wersji mieszkańca. Gmina umarza więc postępowania, a mieszkaniec wszystkie je zaskarża. I tak można bez końca.


 

W listopadzie 2016 roku mieszkaniec wnioskował do burmistrza Koziegłów o udrożnienie i odkopanie rowów. Jak twierdzi mężczyzna, rów po jednej stronie został zasypany, gdy budowano wodociąg, po drugiej zaś mieli go zasypać sami mieszkańcy. Twierdzi, że sąsiedzi podłączyli odpływy szamb do zasypanych rowów i wskazuje konkretne nazwiska. Mieszkaniec skarży się również na szerokość ul. Dzielnej, która jego zdaniem nie jest zgodna z tym, co widnieje na mapach sytuacyjnych.


 

Kierownicy Referatu Gospodarki Komunalnej i Zespołu Usług Komunalnych wybrali się na ul. Dzielną i stwierdzili między innymi, że po lewej stronie ulicy część rowów jest zakryta i są one drożne, nie stwierdzono, aby były tam zasypane rowy. Pomiędzy urzędnikami i mieszkańcem dalej toczyła się wymiana licznej korespondencji. Gmina informowała, że wybudowanie nowych rowów wymaga dokumentacji i pozwoleń oraz zabezpieczenia środków w budżecie gminy. Mieszkaniec stwierdzał dalej, że rowy nie były czyszczone od 30 lat, a sąsiedzi je zasypali. Dalej mężczyzna wniósł o wszczęcie postępowania administracyjnego w tym czasie. Burmistrz odmówił. Mieszkaniec złożył zażalenie do Kolegium Odwoławczego, które w kwietniu 2017 roku utrzymało zaskarżone postanowienie w mocy. Na to mieszkaniec wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, który uchylił decyzję burmistrza. W związku z tym gmina ponownie rozpatrzyła sprawę, dokonując w grudniu 2017 oględzin nieruchomości. Skarżący mieszkaniec twierdził, że jego budynek podmaka z powodu braku kanalizacji i zasypanych rowów i wnioskował o budowę kanalizacji. Inni mieszkańcy twierdzili natomiast, że rowy zostały przykryte wiele lat temu i zarurowane, a rury są drożne. Obaj mężczyźni zaprzeczyli, aby mieli wypuszczać ścieki do rowów. Dyrektor ZUK zapewniał, że od 2002 roku stan rowów nie był zmieniany. Podkreślił również, że spadek jezdni jest jednostronny na stronę przeciwną od posesji skarżącego, więc nie jest możliwe aby woda zalewała jego dom. Skarżący mieszkaniec niezmiennie stoi na stanowisku, że rowy zasypano, rury w rowach są niedrożne, a mieszkańcy po drugiej stronie ulicy mają podłączone wyloty szamb do rowu.


 

Burmistrz umorzył postępowanie ws. odkopania rowu wzdłuż ulicy, argumentując, że postępowanie jest bezprzedmiotowe. Mieszkaniec oczywiście odwołał się od tej decyzji. W kwietniu 2018 r. SKO w Częstochowie uchyliło decyzję burmistrza i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia. Gmina przekazała wniosek mieszkańca do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Myszkowie, a ten przesłał go dalej do Zakładu Usług Komunalnych w Koziegłowach.


 

Po dalszym przerzucaniu sprawy (co trafiło również do NSA w Warszawie, który miał rozstrzygnąć spór kompetencyjny), ostatecznie na początku sierpnia br. gmina umorzyła postępowanie ws. odkopania rowów (jako argument wskazano np. brak dowodów potwierdzających tezy skarżącego i przeczące im zeznania innych świadków). Mieszkaniec po raz kolejny odwołał się od decyzji gminy. Stwierdził przy tym, że nie przeprowadzono w tej sprawie żadnych czynności i powtórzył m.in. zarzut, że sąsiedzi mają podłączone szamba do rowu.


 

SKO w Częstochowie na początku września uchyliło decyzję gminy i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia.


 

Z jednej strony urzędnicy np. nie uzupełnili materiału dowodowego i nie wyjaśnili stanu faktycznego. W aktach brakowało dokumentów, które potwierdzałyby stan faktyczny, który ustalili urzędnicy. W rozstrzygnięciach gminy brakuje nowych dowodów. SKO uznało, że rozstrzygnięcie tej sprawy wymaga przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego w znacznej części.


 

Choć minęło już trochę czasu, a sprawa przechodziła przez liczne instytucje, w zasadzie nic się nie zmieniło. Mieszkaniec ma swoje racje, których nie zmienia, ani nie popiera konkretnymi dowodami, a gmina ma swoje. Na każde kolejne rozstrzygnięcie gminne mieszkaniec będzie składał skargi. Słabością decyzji gminnych jest z kolei to, że występują w nich braki (na które uwagę wyraźnie zwraca SKO w Częstochowie).


 

Wydaje się, że ten spór jeszcze będzie się trochę toczył. Aby go ostatecznie zakończyć obie strony – zarówno skarżący się mieszkaniec, jak i gmina – powinny bardzo dokładnie i skrupulatnie prześwietlić sprawę, na każdą swoją tezę zebrać i udokumentować dowody ją popierające. Przydatne mogłoby być również dokładne sprawdzenie o jakie przepisy prawa się opierają wydając decyzję lub żądając pewnych działań. Bez tego wymiana korespondencji i skarżenie kolejnych decyzji może nie mieć końca. Jest to czasochłonne, a przy tym chyba bezcelowe, bo niczego nie zmienia. (es) Foto: archiwum prywatne mieszkańca



Galeria zdjęć

Komentarze