Kurierzawiercianski.pl

WYPŁATA DUPOWATA! ODLEWNIK TO NIE SZMATA!

MyszPress | 2011-08-05 10:35

(Zawiercie) Z takimi hasłami wybrali się 3 sierpnia pracownicy zawierciańskiej Odlewni Żeliwa S.A. do grupy kapitałowej GWARANT w Katowicach. Choć zapadły już wyroki w sprawie wykroczeń, których dopuścili się Marian B. były prezes i Leszek B. były wiceprezes zakładu, to sytuacja w przedsiębiorstwie nadal pozostawia wiele do życzenia. Nie dziwią reakcje zdesperowanych pracowników, których coraz częściej nie stać na chleb. Ponad 130 osób skandowało pod siedzibą właściciela zakładu domagając się godnej płacy i terminowych wypłat. Związkowcy zarzucają właścicielowi zawierciańskiej firmy, że transferuje dochody z zawierciańskiego zakładu do centrali, ze szkodą dla płynności naszej fabryki. Od czterech lat w zakładzie nie było kompleksowych podwyżek, wzrosły za to ceny.

 

Przypomnijmy, inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy dwukrotnie „odwiedzali” zakład przy ulicy Leśnej. W marcu badano terminowość wypłat wynagrodzeń. Kontrola wykazała, że występowały nieprawidłowości w odniesieniu do części pracowników. Wydano środki prawne nakazujące pracodawcy wypłatę zaległych świadczeń. W maju, poza kwestiami dotyczącymi terminowości wypłat wynagrodzeń inspektor pracy analizował także kwestie dotyczące czasu pracy. Także i ta kontrola ujawniła nieprawidłowości w zakresie terminowości wypłat wynagrodzeń oraz w zakresie odprowadzania składek na Fundusz Pracy. Kilku pracowników miało nieprawidłowo planowany i rozliczany czas pracy.

 

Za wykroczenie Marian B. otrzymał karę w wysokości 2 tysięcy złotych, a Leszek B. karę w wysokości 3 tysięcy złotych. Ostatnia pensja w Odlewni znowu wypłacana była w ratach.

 

SĄ ZWIĄZANI ZE SWOIM ZAKŁADEM, ALE CHCĄ PENSJI W TERMINIE

 

– Hej Gwarant! Pracownik to nie palant! Bez bajerów, tu nie ma frajerów! Terminowa wyplata! Zero bata! – skandował tłum przy dźwiękach syren.

 

- Chcemy się upominać o swoje, bo to są nasze ciężko zarobione pieniądze, które mamy wypłacane w ratach. Wstyd się przyznać ile zarabiamy, Płace kształtują się na poziomie 1200 złotych. Pracujemy w przemyśle ciężkim. Proszę spojrzeć, jakie mamy ręce. Kobiety muszą funkcjonować w takich warunkach, a nie jesteśmy już młode. Nie wyobrażamy sobie chodzenia przy maszynach do sześćdziesiątki. Od kilku lat pracuję w wodzie. Często mam mokre nogi, ręce, a nawet bieliznę – mówi pani Małgorzata.

 

- Gdyby nie ta g... premia, to zarabialibyśmy po 1000 złotych! Nowi pracownicy, którzy przyjmowani są np. na umowę zlecenie dostają wyższe stawki niż ci, którzy z zakładem są związani od trzydziestu lat. Chcemy godnych zarobków i godnych warunków – denerwuje się mężczyzna stojący obok.

 

- Dlaczego nadzór dostał podwyżki, a my nie? Były prezes cały czas nas oszukiwał. Nie ma pieniędzy na materiały. Gdybyśmy to my do pracy przychodzili na raty, to by nas wywalili– złości się pan Stanisław.

 

- Taką samą wypłatę mamy od trzech lat, a wszystko drożeje. Jak za te pieniądze wyżyć? Nie przyjdzie pani do pracy przy maszynach o przysłowiowym chlebie i o wodzie, bo by sie pani przewróciła – dodaje jedna z kobiet.

 

SPOTKANIE W ŚCISŁYM GRONIE

 

Na bezpośrednie rozmowy z prezesem Gwaranta Leszkiem Jarno i właścicielem firmy Rafałem Szlązakiem do Katowic 3 sierpnia udało się 20 pracowników. Niestety z całością załogi nikt nie chciał porozmawiać. Reszta wspierała swoich kolegów, którzy udali się na rozmowy, wykrzykując hasła i hałasując pod oknami siedziby firmy. W ten sposób łączność „duchowa” została zachowana. Główny postulat:  terminowe wypłacanie pensji pracownikom za wykonywaną pracę. Ważne jest również zabezpieczenie środków na materiały w celu zapewnienia normalnego funkcjonowania zakładu i odbudowa wiarygodności Odlewni wobec kontrahentów.

 

– Środki finansowe pochodzące ze sprzedaży trafiają do Gwaranta, a niezabezpieczone są pieniądze na wypłaty dla pracowników. Takie działanie to brak odpowiedzialności społecznej. Bez względu na sytuację ekonomiczną grupy nie można transferować pieniędzy z Odlewni, nie zapewniając w zamian terminowych wypłat wynagrodzeń pracowniczych. Nikt nie zamierza pracować jedynie na dobre imię Gwaranta. Pracownicy mają swoje życie, rodziny i potrzeby. Prowadząc biznes należy o tym pamiętać. To, że wynagrodzenia nie trafiają do pracowników w terminie, to dla Państwa firmy o nazwie Gwarant powinno być dyshonorem – mówią związkowcy.

 

Od ponad roku pracownicze postulaty nie uległy zmianie. Z tego co słyszeliśmy spotkanie z właścicielem było bardzo gorące.

 

- Pracujemy coraz więcej. Załoga jest znacznie mniejsza niż kiedyś. Ciekawe, czy prezes przeżyłby miesiąc za naszą wypłatę i czy wytrzymałby taką zamianę. Pytamy, gdzie są pieniądze ze sprzedaży łączników!?- pytają wzburzeni odlewnicy.

 

- Nie narzekam, bo trzeba pracować. Nie chcę specjalnych względów, ale chcę za wykonaną pracę otrzymać godziwą zapłatę!- dodaje jedna z kobiet przed budynkiem.

 

- Czasami koleżanki nie mają na kanapki, więc się dzielimy –dorzuca ktoś inny.

 

- Za park maszynowy powinniśmy dostać chyba jakąś nagrodę Nobla. Rozumiemy potrzeby zakładu, ale coraz częściej dochodzimy do wniosku, że to on nie rozumie naszych potrzeb – mówią przy dźwięku gwizdków pracownicy, którzy obiecują, że jeśli władze grupy nie będą przyjeżdżały do Zawiercia, to Zawiercie będzie przyjeżdżało do nich.

 

- Chcemy wyrazić nasz sprzeciw wobec tego, co dzieje się w Odlewni. Pracownik ma prawo do terminowego odbioru wypłaty. Wcześniej prowadziliśmy rozmowy z właścicielem, w różnej formie i w mniejszych delegacjach. Rok temu do siedziby Gwaranta przyjechało około 30 osób. W między czasie średnio raz na tydzień komunikowaliśmy się z zarządem grupy lub z właścicielem. Niestety tak naprawdę dziś idziemy niosąc na ustach postulaty, które przedstawialiśmy już rok temu. Już nie mamy innego wyjścia. To determinacja ludzi sprawiła, że dziś przyjechaliśmy do Katowic. Zakład, który ma pełen portfel zamówień powinien również mieć środki na zabezpieczenie wypłat, regulacji płacowych i materiałów. Zawsze będziemy stać na straży praw pracowniczych – relacjonuje przewodniczący MOZ NSZZ Solidarność Odlewni Żeliwa w Zawierciu Witold Siwek.

 

Zdaniem związkowców z Zawiercia problem Odlewni polega na tym, że to Gwarant decyduje o przepływie pieniędzy. I –zarzucają- robi to ze szkodą dla firmy z Zawiercia.

 

- Spotkaliśmy się tu w celu wyjaśnienia pewnych wątpliwych spraw. Nasze informacje dotyczące grupy Gwarant i jej działalności są sprzeczne i niespójne. Chcemy poznać prawdę – przyznaje Katarzyna Smentek ze Związku Zawodowego Inżynierów i Techników.

 

LESZEK JARNO: NIE MA INNEJ MOŻLIWOŚCI JAK DIALOG

 

Władze zakładu nie bały się rozmowy z pracownikami. Przeproszono ich również za brak terminowości wypłat. Podczas spotkania z prezesem grupy pytaliśmy o to, czy dotarły do niego nasze pytania wysłane mu drogą elektroniczną. Przypomnijmy, lokalne media przez przedstawicieli zakładu ciągle odsyłane są do rzecznika prasowego grupy kapitałowej GWARANT Witolda Jajszczoka. A ten –jak z kolei dostajemy odpowiedź z firmy - przebywa na długotrwałym zwolnieniu lekarskim.

 

- Chciałbym powiedzieć z całą mocą, że nie ma zaległości Odlewni Żeliwa w stosunku do pracowników. Faktycznie w ostatnich miesiącach (to też wyglądało różnie), wypłaty odbywały się nieterminowo i były wpłacane na raty. Nie ma sytuacji, w której byłyby zaległości płacowe – tłumaczy prezes Leszek Jarno.

 

Proces restrukturyzacji w grupie jest prowadzony od dłuższego czasu. Prezes ma nadzieję, że już we wrześniu sytuacja się ustabilizuje. Jednocześnie Jarno zaprzecza, jakoby  Odlewnia miała zmienić właściciela. Tymczasem pracownicy mówią o zaległościach przedsiębiorstwa wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Rozmowy z wierzycielami są prowadzone i sytuacja jest pod kontrolą – zapewnia L. Jarno. Podobno w 2008 roku Odlewnia odnotowała stratę w wysokości 4 milionów złotych.

 

- W ostatnich latach Odlewnia generowała straty. Taka jest rzeczywistość. Te straty muszą być finansowane i odbijają się na płynności – dodaje.

 

W między czasie rozmowę przerywa, ktoś inny.

 

- Jeśli się mogę wtrącić, jako głos prezesa, bo mnie nie ma w pracy. Jest taki mit, który funkcjonuje i w Odlewni i w innych naszych zakładach, że byłoby znacznie lepiej, gdyby Gwarant zniknął z powierzchni, a oni zostali samodzielni. Otóż myśmy nie przejmowali Odlewni, gdy była w świetnej sytuacji finansowej. (...) Nie jest prawdą, że bez Gwaranta, bez grupy byłoby łatwiej – byłoby fatalnie trudno – argumentował przebywający podobno na L4, ale obecny w zakładzie (od wielu miesięcy dla naszej redakcji nieuchwytny) Witold Jajszczok. Oj przydałaby się kontrola z ZUS, czy aby na pewno rzecznik Gwaranta jest tak chory, że musi być na L-4 skoro przecież pracuje?

 

- Inaczej wygląda rzeczywistość z punktu widzenia miejsca pracy, gdzie informacje są cząstkowe. Jeżeli ktoś widzi, że pracuje naprawdę ciężko, to wydaje mu się, że to odpowiada posiadanym zamówieniom. Odlewnia ma zamówienia i ma jeszcze tradycyjnych odbiorców. Rok do roku spadek przychodów wynosi około 30 procent. To o czymś świadczy – komentuje prezes. Jak dodaje jedyną drogą do rozwiązywania konfliktu społecznego jest dialog, który jednak nie zawsze przynosi ostateczny efekt.

 

Pracownicy otrzymali obietnicę, że kolejna wypłata zostanie wypłacona terminowo, a we wrześniu do Zawiercia przyjedzie sam właściciel grupy. Zawierciańscy odlewnicy są coraz bardziej zmęczeni, zawiedzeni, jednak mimo ciężkiej sytuacji, pustych portfeli nie spuszczają głów na dół. Są dumni ze swojej pracy i oczekują, że ktoś ich doceni...

 

Monika Polak-Pałęga

 



Galeria zdjęć

Komentarze