(Zawiercie) Marszałkowska wciąż uważana jest za ulicę handlową. Rotacja sklepów zdaje się jednak coraz bardziej przyspieszać. Był sklep, za miesiąc już go nie ma. Handel nie kwitnie tu jak dawniej. Nie tylko handel zresztą. Na Marszałkowskiej w ubiegłym roku pojawiły się kwietniki i betonowe słupki, które miały być ozdobą, a przy okazji wyznaczać miejsca parkingowe i sprawić, że kierowcy zdejmą nogę z gazu. Rezultat z pewnością został osiągnięty, ale pojawiły się skutki uboczne. Miał być kwietnik - wyszedł śmietnik.
- Jeżdżę po Polsce i nigdzie nie widziałam brzydszej dekoracji. To szpetota - mówią o betonowych kwietnikach i słupkach sklepikarze z ul. Marszałkowskiej.
- Interwencje w Referacie Ochrony Środowiska żeby miasto posadziło nowe kwiaty przynoszą tylko jedną odpowiedź - kwiaty zostaną zasadzone na początku czerwca i będą do września, być może października. To nawet nie jest pół roku. W pozostałych miesiącach kwietniki służą, jako śmietniki. Powiedziano mi, że „to już kwestia jak mieszkańcy o nie dbają”. Ale jak ja mam zadbać? Z domu ziemi przynieść, kwiatki zasadzić? Ja tu ciągle wybieram śmieci, ale czy to coś dało? Nic! – mówi Urszula Mikowicz właścicielka sklepu obuwniczego.
Jak tłumaczy Witold Bylewski z Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Zawierciu opóźnienia obsady kwiatowej wynikały z występujących jeszcze w maju przymrozków. Problem na ul. Marszałkowskiej dotyczy jednak nie tylko braku kwiatków w kwietnikach.
- Była u mnie ostatnio klientka takim pięknym samochodem i odjeżdżając uderzyła w kwietnik. Ludzie mówią, że nie przyjadą tu już więcej na zakupy – mówi ze smutkiem pani Janina.
- Za każdym razem, gdy ktoś uderza w kwietnik, ten wysuwa się coraz bardziej na drogę. Tylko w maju było przy moim sklepie 5, albo nawet 6 stłuczek – wylicza sprzedawca.
Jest wąsko. Kiedy dostawcy przyjeżdżają dużymi ciężarówkami dostawczymi nie mają możliwości zaparkowania przy sklepach.
- Zaopatrzeniowiec musi zatrzymać się na środku ulicy, a to blokuje cały ruch. Klienci, pracownicy sklepów, a nawet mieszkańcy ul. Marszałkowskiej mogą zaparkować na parkingu przy Placu Dąbrowskiego, ale dostawca nie będzie stamtąd nosił przecież towaru, bo jest to za daleko – podkreśla Urszula Mikowicz właścicielka sklepu obuwniczego.
- Ja też mam problemy z dostarczeniem towaru. Żeby nie blokować ruchu staram się podjechać najbliżej wejścia do sklepu, ale wtedy zagradzam cały chodnik. Nawet gdybym chciał zostawić przepisowe półtora metra szerokości chodnika to jest to nie możliwe, bo chodnik nawet tyle nie ma –złości się właściciel sąsiedniego sklepu.
- Tutaj nawet nie miała jak wjechać straż pożarna, kiedy ostatnio paliła się kamienica. A na Marszałkowskiej często się coś pali - dodają mieszkańcy.
Urząd Miejski potwierdza, że interwencji w sprawie betonowych „ozdób” było dość dużo.
- Docierały już do nas apele w tej sprawie, dlatego na najbliższej Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, która odbędzie się w połowie czerwca, zostanie omówiona ta sprawa. Istnieje szansa, że po analizie komisji problem ten zostanie rozwiązany – informuje wiceprezydent Wojciech Mikuła. Jak rozwiązany, jeszcze nie wiemy, ale może nielubiane kwietniki powinny po prostu zniknąć?
Justyna Banach
Napisz komentarz
Komentarze